O nawozach sztucznych i inwestorach prawdziwych oraz odwrotnie

W tematyce  inwestowania w boom rolny poruszanej niedawno w  TwoNuggets Newsletter dla inwestorów wyróżnia się sektor nawozów sztucznych.  Jest to interesująca branża która na brak zainteresowania nie narzeka także i w Polsce. Drogi czytelnik wyszperał właśnie że w zamierzonej prywatyzacji Zakładów Azotowych Puławy oraz Zakładów Chemicznych Police zainteresowani są nie tylko europejscy inwestorzy ale także firmy spoza naszego kontynentu. Trudno się temu dziwić.  Do MSP wpłynęły cztery oferty na zakup akcji Puław (50,67 proc.) oraz dwie na zakup akcji Polic (59,41 proc.).

Okazuje się jednak że nie tylko prawdziwi inwestorzy okazują zainteresowanie w produkcji nawozów sztucznych. W Polsce, gdzie wiele rzeczy dzieje się wspak, mamy również inwestorów sztucznych produkujących obficie nawóz naturalny. Szczegóły znaleźć można w artykule  Anonimowi inwestorzy Wielkiej Chemii który pojawił się ostatnio w Naszym Dzienniku.

Otóż aby nie dopuścić do dostania się umiarkowanie dochodowych zakładów w Puławach oraz mocno deficytowych Polic we wraże ręce obcego kapitału Nasz Dziennik uderza w patriotyczne tarabany.  Czyni to w imieniu zagrożonej w swoim stanie posiadania zakładowej związkokracji której usunięcie powinno być pierwszym punktem programu sanacji zakładu przez każdego racjonalnego inwestora. Nie jest przy tym wcale jasne czy którejś z poważnych ofert nie wystawił akurat kapitał polski, jak na przykład Z.Jakubas który ze spółką kontroluje już 5% Puław. Ale mniejsza o to.

Jasne jest natomiast co innego - że aby bronić ciepłych związkowych synekur za kapitalistów przebrała się zaniepokojona widmem prywatyzacji związkokracja. Sama chce przejąć zakłady, jak Reytan broniąc je własną piersią przez zakusami kapitalistów. Jest z tym jednak pewien kłopot, jak zresztą częściej przy udawaniu kapitalistów – trzeba mieć do tego kapitał.

A tego związkokracja nie ma. Stąd wziął się pomysł zastąpienia prawdziwego kapitału mieszaniną patriotycznego zadęcia oraz nawozu naturalnego w postaci - tutaj ostrożnie abyśmy tego klejnotu przypadkiem nie przekręcili - porozumienia na rzecz obywatelskiej prywatyzacji spółki. To porozumienie na rzecz zachowania stołk..., pardon, oczywiście na rzecz obywatelskiej prywatyzacji zadecydowało o utworzeniu spółki pracowniczej Chemia – Puławy. Przystąpili do niej przedstawiciele wszystkich możliwych i niemożliwych zakładowych związków zawodowych, a więc: Komisja Zakładowa NSZZ "Solidarność", Związek Zawodowy Pracowników Ruchu Ciągłego, Związek Zawodowy Pracowników Zakładów Azotowych Puławy, Związek Zawodowy "Kadra", Związek Zawodowy Inżynierów i Techników oraz Społeczny Związek Zawodowy.  Aż dziw bierze że w Puławach jest jeszcze ktoś kto pracuje... Celem biznesowym spółki jest zachowanie stołk... pardon, oczywiście odkupienie od Skarbu Państwa większościowego pakietu akcji Puław.

No dobrze, ale jak to zrobić? Jak pusta kompania krzak mająca zero kapitału i kilku nie ryzykujących niczym związkowych bonzów w charakterze akcjonariuszy może “kupić” większościowy pakiet Puław?  Zawsze trzeba na to wykrztusić z 700 milionów prawdziwych złotych, a może i więcej.

Są na to zasadniczo trzy sposoby.  Pierwszy - przebrać się za szejków z Kataru i zadzwonić do min.Grada; metoda prawie się udała w przypadku stoczni.  Drugi - znaleźć frajera który kupi zakłady wraz z nieusuwalną związkokracją i nic z tego nie będzie miał.  I sposób trzeci - machając patriotycznie flagą narobić hałasu że wykupuje nas zagraniczny kapitał i przejąć zakłady za psi grosz od rządu bojącego się zarzutów o “wyprzedaży obcym za bezcen”. Na to ostatnie liczy chyba związkokracja ze swoją “prywatyzacją obywatelską” czyli prywatyzacją normalną, tyle że bez kapitału. Nasz Dziennik potwierdza że związkowcy “liczą na pozyskanie poręczeń bankowych”.

Liczą zatem na to że w demokracji nikt już na poważnie niczego nie będzie liczył. Że gość z ulicy bez grosza w kieszeni wejść może do przypadkowo napotkanej fabryki i ją kupić. Za co? Jak to za co, za “poręczenie bankowe”! Czyżby kapitalizm był aż tak prosty? A może to nie kapitalizm tylko raczej socjalistyczne hochsztaplerstwo skrywające prywatę pod płaszczykiem narodowo-patriotycznych tam-tamów?

Jaki zdrowy na umyśle bank prywatny byłby zainteresowany w chandryczeniu się z rządzonym przez związkokrację folwarkiem jakim pozostanie zakład bez programu naprawczego i widoku na  zasadniczy turn-around?  Kto byłby zainteresowany w utrzymywaniu dotychczasowej, niedołężnej kadry i warstw zasiedziałej związkokracji? Celem prywatyzacji jest przecież pozyskanie kapitału dla państwa oraz umożliwienie sanacji przedsiębiorstwa - reorganizacji, wycięcia zbędnego tłuszczu, zredukowania pogłowia związkowych krzykaczy do minimum. Tylko taki zakład będzie generował w przyszłości zysk dla właściciela i podatki dla państwa.

Wprawdzie minister Grad od czasu kompromitacji ze stoczniami stale podkreśla że jest do d(yspozycji premiera, oczywiście) ale chyba nawet i on nie da się nabrać na to związkowe siano. Rząd w kryzysie potrzebuje pieniędzy, nie rozbuchanej związkokracji bez centa. Jedyną więc jej nadzieją na przejęcie Puław - własności ciągle państwowej - na własność prywatną paru związkowych kacyków jest socjalistyczna dialektyka.  Taka na przykład jak nazywanie tego przekrętu "prywatyzacją obywatelską" i wymuszenie na państwie,  czyli wszystkich, aby pozbyli się waloru za cenę dużo niższą niż rynkowa a może w ogóle na ładne oczy. Można też rzecz dalej patriotycznie przyciemnić wychodząc na przykład z “poręczeniem” banku państwowego, czyli należącego do wszystkich,  który wyłoży wspólną kasę na kupienie związkowym spryciarzom zakładu należącego do... wszystkich.

Oczywiście gdyby związkowcy z  Chemii – Puławy nie usiłowali naciągnąć Skarbu Państwa - co podejrzewamy -  ale udałoby  się im przekonać do zalet  “prywatyzacji obywatelskiej”  takiego na przykład Goldmana Sachsa to co innego.   Nasze podejrzenia z przyjemnością wówczas cofniemy gratulując sukcesu.  Nie wcześniej jednak zanim GS przyśle min.Gradowi  odpowiedni check na pełną sumę.  

Póki co pozostaje kontemplować do czego prowadzi państwowa własność i pasożytujące na niej rządy związkokracji co widać najlepiej na przykładzie Polic. Świetnie położony,  potencjalnie dochodowy kombinat chemiczny, zamiast wzbogacać swoich akcjonariuszy zubaża ich produkując straty. Akcjonariuszem jest państwo czyli Police zubażają praktycznie każdego. EBITDA za rok 2009 na przykład to negatywne $100 milionów z hakiem.  Innymi słowy, maszynka do robienia pieniędzy pracująca na biegu wstecznym. Bywa tak gdy celem zakładu zamiast zysku z wytwarzania poszukiwanych produktów jest głównie produkcja “robocia” czyli zatrudnienia. Na zubożenie właściciela – państwa – o tę sumę pracowała w Policach gigantyczna armia przeszło 2800 zatrudnionych.

Menedżment zwala złe rezultaty na kryzys i ma w tym trochę racji. Ale kryzys dotknął w końcu wszystkich producentów nawozów sztucznych, nie tylko Police,  a rokiem poprzednim także nie ma się co zachwycać: EBITDA plus $75 milionów, zysk/obroty mizerne 1.25%.  Lepiej wypadają tu Puławy z EBITDA rzędu $130 milionów i współczynnikiem zysk/obroty około 10%.  Ale dla porównania kanadyjski Potash Corp (2009) miał EBITDA $1.5 miliarda a zysk/obroty ponad 24%. I to wszystko wypracowała załoga licząca tylko 5000 osób, niespełna 2x większa od 2800 armii w Policach i tylko o 1/3 większa od 3350 armii w Puławach.

Jest prawdą że nie wszystko można ze sobą dokładnie porównywać.  Potash Corp jest światowej klasy koncernem  a cena jego akcji  odpowiednio to dyskontuje.  Wniosek jest jednak jasny - rządy państwa i związkokracji są stratą dla wszystkich,  nawet jeśli zakład jest nominalnie zyskowny. Policom i Puławom potrzeba prywatnego inwestora z wielką miotłą, zasadniczej sanacji państwowo-związkowego folwarku i obcięcia zatrudnienia przynajmniej o połowę. Bez żadnych nonsensów z “prywatyzacją obywatelską”, utrwalającą jedynie patologię związkokracji i nieudolnego menedżmentu z państwowego nadania. Nic dziwnego że się to związkokracji nie podoba.

©2010 dwagrosze.blogspot.com
Opublikowano w: PL, dopiski, inwestowanie, polemiki.
Komentarze są wyłączone

Oświadczenie człowieka bez przykazań

„Według psychoanalityków, każdy z nas ma podobno głęboką potrzebę czynienia zła, nosi w sobie Kaina. I tylko kontekst kulturowy i religijny nam tego zabrania. Nie zdradzamy żon, nie kradniemy ani nie mordujemy, bo są przykazania. Gdyby człowiek był z natury dobry, Pan Bóg nie dawałby mu przykazań, które w lwiej części są systemem zakazów.„ – [...]
Opublikowano w: libertarianizm.
Komentarze są wyłączone

Burdy w Unii popłacają


Interesująca obserwacja Ambrożego Pritcharda w the Telegraph.

Irlandia która z trudem i ofiarami próbuje sama podnieść się z finansowej zapaści i grożącego bankructwa ma teraz trudniejszy dostęp do rynków kapitałowych niż Grecja. Kraj przyjął drakońskie środki oszczędności w obliczu których społeczeństwo zachowało spokój i nie wyszło na ulice.  Zupełnie inaczej niż w Grecji gdzie doszło do  szerokich burd  ulicznych.  Burdy te tak przestraszyły EU że ta wyszła z gigantycznym pakietem pomocowym. W rezultacie tego Grecja może pożyczyć obecnie z EU i z IMF taniej niż Irlandia.

Konsultacje partnerów socjalnych w Atenach
Jeśli  nie jest to zachęta do wyjścia na ulice z kilofami i do podpalania opon to nie bardzo wiadomo co jeszcze mogłoby nią być. Kilofy i opony pracują jak widać skutecznie nie tylko w Polsce.

Rzecz obnaża dodatkowo demoralizujący wpływ pakietu pomocowego w którym udziału odmówiła ostatnio Słowacja.  Irlandia nie ma jednak przywódcy na miarę pani premier Radicovej który by powiedział unii aby poszła do diabła i również odmówił w nim udziału. W rezultacie Irlandczycy nie tylko są w poważnych tarapatach  ale wychodzą także na podwójnych durni – nie dość że mają gorsze warunki kredytu od Greków ale także muszą ich subsydiować własnym udziałem we wspomnianym pakiecie.

Cierpliwość irlandzka jest niewątpliwie jak guma ale nawet gumy czasem się zrywają. Nie mówiąc już o honorze.


©2010 dwagrosze.blogspot.com
Opublikowano w: EU, kryzys.
Komentarze są wyłączone

Złodzieju, okradaj – mnie nie, lecz sąsiada!

Jak grzyby na deszczu pojawiają się kolejne pomysły na to, czym można zastąpić planowaną przez rząd podwyżkę podatku VAT. Wszystkie główne partie poza PO mówią o opodatkowaniu banków, SLD chce pozabierać podatkowe ulgi Kościołowi, doradca rządu prof. Filar proponuje wprowadzić jednolitą „niższą” (ale bez ulg) 19% stawkę VAT na wszystko oraz zwiększenie składki rentowej dla [...]
Opublikowano w: Polityka, libertarianizm.
Komentarze są wyłączone

A1 na Euro2012

Stawianie zamków z piasku już było. Teraz kolej na autostrady z piasku. Ma to szanse stać się polską specjalnością eksportową. Bez żartów. Prasa donosi jak to drogowcy całymi dniami budują w pocie czoła autostradę A1, podsypując jej podłoże obficie dolomitem po  300 zł za tonę.

A co robią ci sami budowniczowie autostrady A1 całymi nocami? Nie zadawalibyśmy niedyskretnych pytań gdyby się nie okazało że rozbierają oni wybudowany przez siebie dniem odcinek kradnąc z niego dolomit i zastępując go ziemią z hałd. Rano kradziony dolomit wraca na autostradę jako kruszywo z nową fakturą.  Jedna ciężarówka, dla informacji, to 30 ton dolomitu czyli jakieś 9k zł. To pomnożone przez kilkadziesiąt ciężarówek nakrytych jednej tylko nocy przez CBS daje zdrowe setki tysięcy złotych. Pomnożyć to jeszcze przez dni budowy autostrad w Polsce i mamy przekręt na grube miliony.

Wybranie i przeładowanie setek ton dolomitu wymaga nie lada fatygi i użycia ciężkiego sprzętu. W nocy więc odchodzić musiała prawdziwa stachanowska harówka na A1. Pewnie w dodatku dobrze oświetlona bo wątpliwe aby działo się to przy latarkach. Ciekawe więc że nikt się jakoś nie zainteresował podwójnym użyciem maszyn czy podwójnym zużyciem paliwa.  Gdzie był nadzór? Gdzie menedżer którego podwładni wykazywali nocą taką aktywność po której rano zapewne jakieś ślady musiały przecież pozostać? Na szczęście budowniczych autostrad nie opuszcza humor. Prasa donosi że ich szef nakryty przez CBS usiłował uciekać.  Jest nadzieja że po świeżo wybudowanej przez siebie autostradzie z piasku daleko nie uciekł...

Epizod wyjaśnia za jednym zamachem kilka ważnych kwestii pozostających dotychczas bez odpowiedzi. Czemu na przykład nasz drogi kolega Duda nie może wrócić z wakacji porządną autostradą oraz czemu w Polsce przyrost naturalny jest tak nienaturalnie niski. Dzięki CBS wiadomo teraz przynajmniej co panowie robią w nocy – budują autostrady na Euro 2012!   Wyjaśniła się też paląca kwestia czemu budowa autostrad w Polsce idzie do nikąd. A dokąd miałaby iść skoro nocą rozbierają to co zbudowali w dzień? Z informacji policjantów wynika do tego że podobnych wykopalisk mogło być dużo więcej. O tym nie wątpimy. Odcinków A1 gotowych na Euro 2012 także miało być więcej.

Na szczęście do Euro2012 jest jeszcze trochę czasu a pomoc jest już w drodze. W sukurs spieszy spółka Grad & Grad. Minister gospodarki Grad, najwyraźniej wciąż jeszcze mimo obietnic nie wyrzucony przez premiera Tuska za skandal ze stoczniami zlecił  mianowicie niedawno fuchę projektowania kolejnego odcinka A1 swojej żonie, a ściślej spółce w której jest ona wspólniczką. Nie podano czy plany spółki przewidują użycie dolomitu. Chodzi o drobny kontrakt na jedyne 7,5 mln zł tak że szczegółami takimi na przykład jak wymagany przetarg publiczny raczej się nie kłopotano. Zawsze o tyle kameralniej załatwić  sprawy w gronie rodzinnym.

Udział spółki Grad & Grad w autostradzie A1 Państwowa Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad próbuje wprawdzie jakoś tłumaczyć ale nie potrafi wytłumaczyć jednego - czemu nikt nie chwycił za telefon i nie zadzwonił po CBA? To czy przetarg powinien być publiczny czy też może być w formie prywatnego transferu rodzinnego musi przecież stać gdzieś czarno na białym.   No ale skoro min.Grada nie wolno premierowi Tuskowi tknąć chociaż to uroczyście obiecywał to być może także zlecenia autostradowe dzielą się na tykalne i nietykalne?

©2010 dwagrosze.blogspot.com
Opublikowano w: PL, dopiski, obyczaje.
Komentarze są wyłączone

Kuba wyspa

Kuba wyspa jak wulkan gorąca. A gorąco jest tam ostatnio od cięcia socjału. Za cięcie zabrał się energicznie rządzący Kubą od pewnego czasu w zastępstwie Fidela Castro jego brat Raul. Między innymi kubańskim emerytom zabrał kartki na 4 paczki praktycznie darmowych papierosów na miesiąc. Będą musieli nabywać je za inne kartki, wielokrotnie droższe. “Niektórzy Kubańczycy sądzą, że nie muszą pracować“ - uzasadnia cięcie socjału Castro.

Widać że nie był w EU gdzie tak sądzi pewnie z połowa, pasożytując w różnym stopniu na żyznej glebie datków, subsydiów, zniżek, zasiłków i innych znamion socjału. Dzięki temu nawet unijny bezrobotny może z powodzeniem wybrać się na przykład na wakacje na Kubę. Odwrotnie bywa to dosyć trudne. Zamiast paru godzin w samolocie trzeba w tym celu spędzić 20 lat w kryminale.

No ale na szczęście EU to nie Kuba. Pewnie dlatego zaproponowano tu aby uznać wakacje za podstawowe prawo człowieka. Oczywiście subsydiowane z budżetu. Prawo to jest zresztą już powszechnie stosowane;  połowa sklepów w EU jest i tak zamknięta na głucho w okresie wakacji.

Ktoś mógłby się zastanawiać po co prawo do wakacji bezrobotnym. Ale to w gruncie rzeczy proste – przecież bezrobotny przez swoje wakacyjne wydatki napędza gospodarkę! W tym kontekście należy zapewne widzieć wysiłki rządów EU zmierzające do zwiększenia stopy bezrobocia, takie na przykład jak skracanie czasu pracy, podnoszenie podatków czy podwyższanie płacy minimalnej. Francuskie eksperymenty ze skracaniem czasu pracy zakończyły się pełnym sukcesem. Nie wiadomo tylko czemu je przerwano. Dalsze skracanie ustawowego czasu pracy do zera gwarantowało przecież zwiększenie bezrobocia.

Tak, z czasem postęp dojdzie i do Kuby. Co nie znaczy że nawet i teraz EU nie mogłaby się czegoś od niej nauczyć. Nie ma na ten przykład wątpliwości że postępująca dyskryminacja palących w EU, zakaz palenia w knajpach i miejscach publicznych, z wyjątkiem domów, oraz astronomiczna ceny paczki papierosów sprawią że i tu papierosy będą wkrótce na kartki. A palacze, wzorem kolegów z Kuby, zejdą do podziemia napędzając dalej gospodarkę handlem kartkami na papierosy.
 
©2010 dwagrosze.blogspot.com
Opublikowano w: dopiski, liber.
Komentarze są wyłączone

Zrobić OFEs nieobowiązkowe

Pod pozorem reformy emerytalnej państwo przywiązało emerytalnego barana postronkiem do palika a kartel OFEs strzyże go aż się kurzy. Poprzez OFEs wielkie instytucje finansowe zdobyły sobie wygodne źródło gwarantowanego, wysokiego dochodu bez absolutnie żadnego ryzyka. Barany zmuszone są płacić i gonione są na strzyżenie państwowym batem. Można je bezkarnie strzyc prowizjami za “zarządzanie” polegające głównie na trywialnym zakupie obligacji państwowych. I  to nie mówiąc nawet o strzyżeniu nowych klientów skandaliczną opłatą od składki zanim strzyżenie właściwe nawet się zacznie. Jakość tego przymusowego “zarządzania” ujawnił niedawny kryzys kiedy to w spadkach giełdowych zarządzane przez OFEs fundusze emerytów dramatycznie stopniały.

Nie może być jednak inaczej i nie będzie tak długo jak przywiązany do palika baran nie będzie miał żadnej możliwości ucieczki i samodzielnego wyboru na wolnym rynku  menedżera któremu powierzy zarządzanie swoim kapitałem. Korporatyzm jaki stanowi zmowa państwa i wielkiego kapitału stojącego za OFEs jest nie tylko parodią wolnego rynku i konkurencyjnej walki o klienta. Jest rabunkiem obywatela w biały dzień umożliwianym przez państwo uprzywilejowanym instytucjom i rzeczą bardziej demoralizującą niż otwarcie socjalistyczne rozdawnictwo ZUSu.

Nie oszukujmy się. Państwo automatycznie dopisujące każdemu na rachunku emerytalnym pewną pozycję w swoich obligacjach – w zamian za gotówkę którą mu odbiera w składkach emerytalnych - osiągnęłoby ten sam efekt co OFEs ale bez kosztów OFEs.

Podobnie można by  też każdemu dopisać automatycznie odpowiednią pozycję w funduszu indeksowym na giełdę warszawską – naśladującym indeks WIG20. Uniknąć by można było przez to kosztownego cyrku z “zarządzaniem” czegokolwiek przez OFEs i ich prowizjami pobieranymi dokładnie za nic. Które OFEs pobiły w końcu konsystentnie indeks WIG20 i o ile?

Gdyby od początku reformy emerytalnej przyszły emeryt nie był przymusowo strzyżony przez OFEs a kupował od czasu do czasu kawałek złota i zakopywał go pod gruszką leżałby teraz pod tą gruszką śmiejąc się do rozpuku. Jego emerytalne oszczędności wyszłyby na tym lepiej niż to co zdołały wyprodukować OFEs z tego co pozostało po ich prowizjach.

I aby uchronić się przed zarzutem niepoprawnego goldbuga - to nie złoto byłoby kluczem do sukcesu. Podobne rezultaty osiągnąć było można inwestując z głową w inne aktywa materialne. Kluczem do sukcesu jest wolność – w szczególności wolność wyboru i chronienia kapitału przed przymusową grabieżą OFEs. Nawet minimalny, postulowany w 2GR zakres wolności pozwalający przyszłemu emerytowi w ramach OFE przejść z jednej klasy aktywów do drugiej (akcje, obligacje, gotówka) byłby postępem. Ucieczka w gotówkę przed oczywistym dla wszystkich poza OFEs krachem dwa lata temu na przykład mogła zaoszczędzić przyszłym emerytom dużych, niepotrzebnych strat.

Sprawa jest zupełnie jasna, nikt jedynie nie ma odwagi powiedzieć że król jest nagi. Obowiązkowe OFEs są bezsensownym marnotrawstwem kapitału emerytów. Ich zorganizowana do spółki z państwem sitwa służy wyłącznie do drenowania kapitału przyszłych emerytów, pozbawiając prawowitych właścicieli wolności operowania nim.

Nie łapie tego niestety premier Tusk który jeśli już coś to łapie tylko za półśrodki. Za dużo uwagi poświęcacie wynikom osiąganym dla instytucji, a za mało konkurencji i interesowi emerytów - premier groził niedawno palcem OFEs. Akwizycja i wyrywanie rynku dla siebie nie idzie w parze z interesem emerytów. 0,5 mld zł na akwizycje to kwota nieuzasadniona z punktu widzenia społecznego. Nie traktujcie moich słów jak strachy na lachy - dodał premier.

Nie sądzimy aby OFEs przestraszyły się moralizatorstwa pana premiera uważając je za cokolwiek innego niż żart.  Bo czym innym jest w końcu wysłużona pokrywka “interesu społecznego”?   Do czorta z nią!  Chodzi o konkretny interes strzyżonych przy paliku na łyso emerytalnych baranów. Niech premier Tusk odwiąże je od tego palika!  Będą mu za to wdzięczne. Niech pozwoli im swobodnie pohasać po rynku czyniąc OFEs nieobowiązkowe. Niech na to konto każdy będzie miał choćby obowiązkowy rachunek emerytalny IKE, bez możliwości przedwczesnego wyciągnięcia z niego kapitału. Ale niech będzie przynajmniej wolny kapitał ten powierzyć w zarządzanie tej instytucji czy temu doradcy którą czy którego wybierze sobie na wolnym rynku i którego może w każdej chwili zmienić. Łącznie z zarządzaniem tym kapitałem we własnym zakresie, o ile czuje się na siłach.

Skoro bezkrytycznie kopiujemy wszystkie amerykańskie głupoty od Iraku po Afganistan skopiujmy też przynajmniej jedną rzecz rozsądną:  self-directed IRA (individual retirement account)  o którym tu praktycznie mówimy.  Nie ma obawy że wszyscy rzucą się do własnoręcznego zarządzania własnym kapitałem. Wręcz przeciwnie, zwiększyłby się biznes najlepszych menedżerów kapitału na rynku. Być może znalazłyby się wśród nich także i niektóre OFEs. Ale to rynek sam wyceniłby czy i ile warte są ich usługi. Nikt by też nie poszedł zapić się na umór tracąc to co uskładał – czego obawia się tuskowy minister Boni – bo kapitału dalej nie mógłby przedwcześnie wybrać. Podstawy reformy emerytalnej zostałyby również zachowane, łącznie z 2/3 składek wędrujących dalej do ZUSu. Usunięto by jedynie mafię II filara zastępując go zmodyfikowanym obecnym filarem III.

©2010 dwagrosze.blogspot.com
Opublikowano w: emerytury.
Komentarze są wyłączone

Gleba, na której rodzi się faszyzm

Zastanawiające, jaką nienawiść w człowieku może budzić wolność innych ludzi. Oto „Gazeta Wyborcza” zamieściła relację z akcji łódzkiej straży miejskiej, która usiłowała przegonić z ulicy handlujące tam z „pudełek” osoby, próbując zabierać im siłą towar (ciekawe na podstawie jakiego prawa -- wszak projekt komisji Palikota przewidujący karę konfiskaty towaru za handlowanie w miejscu do tego [...]
Opublikowano w: Polityka.
Komentarze są wyłączone

Jedyny mężczyzna w Unii

Funny thing... Wygląda na to że jedynym mężczyzną wśród premierów państw EU jest pani Iveta Radicova ze Słowacji, która odważnie powiedziała EU aby ta poszła sobie do diabła i że jej kraj nie będzie wyrzucać pieniędzy swoich obywateli na ratowanie greckiego socjału. Amen. Tak robi przywódca.

Słowaccy socjaliści zgodzili się poprzednio na udział w bailoucie Grecji sumą 818 milionów euro. Już samo to podkreśla stopień degeneracji tzw. procesu demokratycznego. Paru palantów uchwyciwszy raz władzę bez żadnych skrupułów obarcza każdą rodzinę w kraju obowiązkiem łożenia na socjał grecki. Każde z 1.66 miliona gospodarstw domowych na Słowacji miało zostać zmuszone do uczestniczenia w tym akcie wymuszenia na sumę prawie €500. To w sytuacji gdy średnia pensja na Słowacji w 2008 była tylko €705 a średnia pensja w Grecji była ponad dwa razy wyższa. Również o ponad dwa razy wyższy jest dochód narodowy per capita Greka niż Słowaka.

Grek przez lata balował żyjąc ponad stan, od czasu do czasu robiąc przerwę na strajkowanie i na oszukiwanie statystyk unijnych. W końcu kraj doszedł do ściany. Winnych oczywiście nie ma. Kryminały stoją puste, bynajmniej nie z powodu strajku personelu. Pozostały jedynie rachunki do zapłacenia. Cała góra rachunków. Ale z jakiej paki płacić ma je Słowak? Albo na tę sprawę ktokolwiek inny niż Grek? Pani Radicova powzięła trafną, odważną decyzję, nie sprzeniewierzając się swoim wyborczym obietnicom tak jak, nie wskazując palcem,  jej kolega z północy.

Ciekawe  co w swoich najbardziej zuchwałych snach myśleli socjaliści przyjmując to zobowiązanie. Czy bez mistyfikacji z demokracją ktoś z nich rzeczywiście się spodziewał że granda ta kiedykolwiek by przeszła? Że znalazłaby się choć jedna słowacka rodzina z IQ większym niż numer butów która wyrzuciłaby z własnej woli sumę rzędu miesięcznej pensji na wspomaganie socjału gdzieś w Atenach? 

Jedyną metodą rabunku był demokratyczny kult szakala. Wmówienie wyznającym go osłom że skoro większość wybiera socjalistów to daje im przez to czek blanko na przyjmowanie w ich imieniu najbardziej absurdalnych zobowiązań. Socjaliści są wszędzie tacy sami. Wychodząc przed szereg polski minister finansów Rostowski też przecież zaoferował udział w ratowaniu Greków. Na szczęście można przypuszczać że był to jedynie blef nie będącej jeszcze w strefie euro Polski. Gdyby jednak EU go przyjęła to gest Rostowskiego obciążyłby przeciętną polską rodzinę sumą dużo większą niż socjaliści słowaccy próbowali to zrobić u siebie.

Socjalistyczna kamaryla w Brukseli chodzi teraz po suficie złorzecząc i odgrażając się Słowacji za łamanie tak zwanej euro solidarności. Ilustruje to jak w praktyce działać będzie euro imperium po przyjęciu układu lizbońskiego. Prowincje na gwizdek mają się teraz zrzucać gdy tylko centrala rozkaże. A rozkazać może z byle powodu, jak na przykład obecnie obawiając się że jej umoczone w greckie obligacje banki mogą paść. Socjaliści ratują więc kapitalistów rabując na to konto proletariat całej Europy.  Marx by na to nie wpadł.

Dawniej umoczone w toksyczne papiery banki niemieckie ratowane byłyby co najwyżej przez Niemców. Ich sprawa. Francuskie co najwyżej przez Francuzów. Nikt by nie bredził o euro solidatności używając jej za parawanik do wymuszeń danin od reszty. Ale w imperium którego samą racją bytu jest wykonywanie przez prowincje poleceń centrali jest to rzecz normalna. Wkrótce pomruki o łamaniu solidarności przejdą w formalne upomnienia a potem w sankcje. Taka jest konsekwencja scedowania do centrali atrybutów suwerennego państwa. Nie było jeszcze imperium w którym byłoby inaczej i nie po to tworzono euro imperium aby coś tu zmieniać.
Pani Iveta Radicova, premier Słowacji

Grecja powinna paść ponieważ na to zasługuje. Swoim padnięciem, z hukiem, trzaskiem i kurzem, wyświadczyłaby wielką przysługę milionom naokoło oferując   bezcenną lekcję.  Banki by zrozumiały że istnieje ryzyko że podatnik może ich kiedyś nie wyratować chroniąc przed plajtą. Że bank, jak każda kompania, to nie tylko jednokierunkowa autostrada do bonusów ale równie dobrze droga do bankructwa. Inwestorzy zrozumieliby że dług państwowy też nie jest bez ryzyka i że się można na nim zdrowo przejechać tak jak na każdym innym.  Rządy zrozumiałyby że zadłużanie się nie jest rodzajem ATM-u bez limitu wypłat. A Grecy, a za nimi reszta kontynentu, zrozumieliby do czego prowadzi socjał i rządy związkokracji.

Należy się obawiać że bez tego głośnego, widocznego dla wszystkich kolapsu Grecji nikt z problemów krajów PIIGS żadnych wniosków nie wyciągnie. Wręcz przeciwnie, każdy dalszy bailout  i każdy pakiet pomocowy zamiecie jedynie problemy pod dywan.  Każdy głębiej ugodzi w podstawy wolnego rynku. Każdy bardziej zdemoralizuje rządy i społeczeństwa. A każdy bailout  bogatszych przez uboższych zdemoralizuje je natomiast absolutnie.

--------------------------
dodane 25.08.2010:   Pani Radicova znowu wykazała nieprzeciętną ikrę - zażądała przeprosin parlamentu słowackiego przez komisarza EU Rehna uważając że go obraził.  I bardzo słusznie.  Bravo, Iveta!

©2010 dwagrosze.blogspot.com
Opublikowano w: EU, Europa wschodnia, kryzys.
Komentarze są wyłączone

Chodź, pomaluj mój świat… urzędniku

W chwili, gdy to piszę, 91% osób biorących udział w ankiecie na stronach „Gazety Wyborczej” opowiada się za zabranianiem stawiania reklam na prywatnych posesjach, „bo to szpeci przestrzeń”. Najprawdopodobniej odzwierciedla to w jakimś tam przybliżeniu poglądy społeczeństwa, bo, jak można wyczytać w sąsiadującym artykule, rząd planuje wprowadzenie do ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym poprawki [...]
Opublikowano w: Polityka.
Komentarze są wyłączone