O nawozach sztucznych i inwestorach prawdziwych oraz odwrotnie
2 września, 2010 — cynik9 W tematyce inwestowania w boom rolny poruszanej niedawno w TwoNuggets Newsletter dla inwestorów wyróżnia się sektor nawozów sztucznych. Jest to interesująca branża która na brak zainteresowania nie narzeka także i w Polsce. Drogi czytelnik wyszperał właśnie że w zamierzonej prywatyzacji Zakładów Azotowych Puławy oraz Zakładów Chemicznych Police zainteresowani są nie tylko europejscy inwestorzy ale także firmy spoza naszego kontynentu. Trudno się temu dziwić. Do MSP wpłynęły cztery oferty na zakup akcji Puław (50,67 proc.) oraz dwie na zakup akcji Polic (59,41 proc.).
Okazuje się jednak że nie tylko prawdziwi inwestorzy okazują zainteresowanie w produkcji nawozów sztucznych. W Polsce, gdzie wiele rzeczy dzieje się wspak, mamy również inwestorów sztucznych produkujących obficie nawóz naturalny. Szczegóły znaleźć można w artykule Anonimowi inwestorzy Wielkiej Chemii który pojawił się ostatnio w Naszym Dzienniku.
Otóż aby nie dopuścić do dostania się umiarkowanie dochodowych zakładów w Puławach oraz mocno deficytowych Polic we wraże ręce obcego kapitału Nasz Dziennik uderza w patriotyczne tarabany. Czyni to w imieniu zagrożonej w swoim stanie posiadania zakładowej związkokracji której usunięcie powinno być pierwszym punktem programu sanacji zakładu przez każdego racjonalnego inwestora. Nie jest przy tym wcale jasne czy którejś z poważnych ofert nie wystawił akurat kapitał polski, jak na przykład Z.Jakubas który ze spółką kontroluje już 5% Puław. Ale mniejsza o to.
Jasne jest natomiast co innego - że aby bronić ciepłych związkowych synekur za kapitalistów przebrała się zaniepokojona widmem prywatyzacji związkokracja. Sama chce przejąć zakłady, jak Reytan broniąc je własną piersią przez zakusami kapitalistów. Jest z tym jednak pewien kłopot, jak zresztą częściej przy udawaniu kapitalistów – trzeba mieć do tego kapitał.
A tego związkokracja nie ma. Stąd wziął się pomysł zastąpienia prawdziwego kapitału mieszaniną patriotycznego zadęcia oraz nawozu naturalnego w postaci - tutaj ostrożnie abyśmy tego klejnotu przypadkiem nie przekręcili - porozumienia na rzecz obywatelskiej prywatyzacji spółki. To porozumienie na rzecz zachowania stołk..., pardon, oczywiście na rzecz obywatelskiej prywatyzacji zadecydowało o utworzeniu spółki pracowniczej Chemia – Puławy. Przystąpili do niej przedstawiciele wszystkich możliwych i niemożliwych zakładowych związków zawodowych, a więc: Komisja Zakładowa NSZZ "Solidarność", Związek Zawodowy Pracowników Ruchu Ciągłego, Związek Zawodowy Pracowników Zakładów Azotowych Puławy, Związek Zawodowy "Kadra", Związek Zawodowy Inżynierów i Techników oraz Społeczny Związek Zawodowy. Aż dziw bierze że w Puławach jest jeszcze ktoś kto pracuje... Celem biznesowym spółki jest zachowanie stołk... pardon, oczywiście odkupienie od Skarbu Państwa większościowego pakietu akcji Puław.
No dobrze, ale jak to zrobić? Jak pusta kompania krzak mająca zero kapitału i kilku nie ryzykujących niczym związkowych bonzów w charakterze akcjonariuszy może “kupić” większościowy pakiet Puław? Zawsze trzeba na to wykrztusić z 700 milionów prawdziwych złotych, a może i więcej.
Są na to zasadniczo trzy sposoby. Pierwszy - przebrać się za szejków z Kataru i zadzwonić do min.Grada; metoda prawie się udała w przypadku stoczni. Drugi - znaleźć frajera który kupi zakłady wraz z nieusuwalną związkokracją i nic z tego nie będzie miał. I sposób trzeci - machając patriotycznie flagą narobić hałasu że wykupuje nas zagraniczny kapitał i przejąć zakłady za psi grosz od rządu bojącego się zarzutów o “wyprzedaży obcym za bezcen”. Na to ostatnie liczy chyba związkokracja ze swoją “prywatyzacją obywatelską” czyli prywatyzacją normalną, tyle że bez kapitału. Nasz Dziennik potwierdza że związkowcy “liczą na pozyskanie poręczeń bankowych”.
Liczą zatem na to że w demokracji nikt już na poważnie niczego nie będzie liczył. Że gość z ulicy bez grosza w kieszeni wejść może do przypadkowo napotkanej fabryki i ją kupić. Za co? Jak to za co, za “poręczenie bankowe”! Czyżby kapitalizm był aż tak prosty? A może to nie kapitalizm tylko raczej socjalistyczne hochsztaplerstwo skrywające prywatę pod płaszczykiem narodowo-patriotycznych tam-tamów?
Jaki zdrowy na umyśle bank prywatny byłby zainteresowany w chandryczeniu się z rządzonym przez związkokrację folwarkiem jakim pozostanie zakład bez programu naprawczego i widoku na zasadniczy turn-around? Kto byłby zainteresowany w utrzymywaniu dotychczasowej, niedołężnej kadry i warstw zasiedziałej związkokracji? Celem prywatyzacji jest przecież pozyskanie kapitału dla państwa oraz umożliwienie sanacji przedsiębiorstwa - reorganizacji, wycięcia zbędnego tłuszczu, zredukowania pogłowia związkowych krzykaczy do minimum. Tylko taki zakład będzie generował w przyszłości zysk dla właściciela i podatki dla państwa.
Wprawdzie minister Grad od czasu kompromitacji ze stoczniami stale podkreśla że jest do d(yspozycji premiera, oczywiście) ale chyba nawet i on nie da się nabrać na to związkowe siano. Rząd w kryzysie potrzebuje pieniędzy, nie rozbuchanej związkokracji bez centa. Jedyną więc jej nadzieją na przejęcie Puław - własności ciągle państwowej - na własność prywatną paru związkowych kacyków jest socjalistyczna dialektyka. Taka na przykład jak nazywanie tego przekrętu "prywatyzacją obywatelską" i wymuszenie na państwie, czyli wszystkich, aby pozbyli się waloru za cenę dużo niższą niż rynkowa a może w ogóle na ładne oczy. Można też rzecz dalej patriotycznie przyciemnić wychodząc na przykład z “poręczeniem” banku państwowego, czyli należącego do wszystkich, który wyłoży wspólną kasę na kupienie związkowym spryciarzom zakładu należącego do... wszystkich.
Oczywiście gdyby związkowcy z Chemii – Puławy nie usiłowali naciągnąć Skarbu Państwa - co podejrzewamy - ale udałoby się im przekonać do zalet “prywatyzacji obywatelskiej” takiego na przykład Goldmana Sachsa to co innego. Nasze podejrzenia z przyjemnością wówczas cofniemy gratulując sukcesu. Nie wcześniej jednak zanim GS przyśle min.Gradowi odpowiedni check na pełną sumę.
Póki co pozostaje kontemplować do czego prowadzi państwowa własność i pasożytujące na niej rządy związkokracji co widać najlepiej na przykładzie Polic. Świetnie położony, potencjalnie dochodowy kombinat chemiczny, zamiast wzbogacać swoich akcjonariuszy zubaża ich produkując straty. Akcjonariuszem jest państwo czyli Police zubażają praktycznie każdego. EBITDA za rok 2009 na przykład to negatywne $100 milionów z hakiem. Innymi słowy, maszynka do robienia pieniędzy pracująca na biegu wstecznym. Bywa tak gdy celem zakładu zamiast zysku z wytwarzania poszukiwanych produktów jest głównie produkcja “robocia” czyli zatrudnienia. Na zubożenie właściciela – państwa – o tę sumę pracowała w Policach gigantyczna armia przeszło 2800 zatrudnionych.
Menedżment zwala złe rezultaty na kryzys i ma w tym trochę racji. Ale kryzys dotknął w końcu wszystkich producentów nawozów sztucznych, nie tylko Police, a rokiem poprzednim także nie ma się co zachwycać: EBITDA plus $75 milionów, zysk/obroty mizerne 1.25%. Lepiej wypadają tu Puławy z EBITDA rzędu $130 milionów i współczynnikiem zysk/obroty około 10%. Ale dla porównania kanadyjski Potash Corp (2009) miał EBITDA $1.5 miliarda a zysk/obroty ponad 24%. I to wszystko wypracowała załoga licząca tylko 5000 osób, niespełna 2x większa od 2800 armii w Policach i tylko o 1/3 większa od 3350 armii w Puławach.
Jest prawdą że nie wszystko można ze sobą dokładnie porównywać. Potash Corp jest światowej klasy koncernem a cena jego akcji odpowiednio to dyskontuje. Wniosek jest jednak jasny - rządy państwa i związkokracji są stratą dla wszystkich, nawet jeśli zakład jest nominalnie zyskowny. Policom i Puławom potrzeba prywatnego inwestora z wielką miotłą, zasadniczej sanacji państwowo-związkowego folwarku i obcięcia zatrudnienia przynajmniej o połowę. Bez żadnych nonsensów z “prywatyzacją obywatelską”, utrwalającą jedynie patologię związkokracji i nieudolnego menedżmentu z państwowego nadania. Nic dziwnego że się to związkokracji nie podoba.
©2010 dwagrosze.blogspot.com
Okazuje się jednak że nie tylko prawdziwi inwestorzy okazują zainteresowanie w produkcji nawozów sztucznych. W Polsce, gdzie wiele rzeczy dzieje się wspak, mamy również inwestorów sztucznych produkujących obficie nawóz naturalny. Szczegóły znaleźć można w artykule Anonimowi inwestorzy Wielkiej Chemii który pojawił się ostatnio w Naszym Dzienniku.
Otóż aby nie dopuścić do dostania się umiarkowanie dochodowych zakładów w Puławach oraz mocno deficytowych Polic we wraże ręce obcego kapitału Nasz Dziennik uderza w patriotyczne tarabany. Czyni to w imieniu zagrożonej w swoim stanie posiadania zakładowej związkokracji której usunięcie powinno być pierwszym punktem programu sanacji zakładu przez każdego racjonalnego inwestora. Nie jest przy tym wcale jasne czy którejś z poważnych ofert nie wystawił akurat kapitał polski, jak na przykład Z.Jakubas który ze spółką kontroluje już 5% Puław. Ale mniejsza o to.
Jasne jest natomiast co innego - że aby bronić ciepłych związkowych synekur za kapitalistów przebrała się zaniepokojona widmem prywatyzacji związkokracja. Sama chce przejąć zakłady, jak Reytan broniąc je własną piersią przez zakusami kapitalistów. Jest z tym jednak pewien kłopot, jak zresztą częściej przy udawaniu kapitalistów – trzeba mieć do tego kapitał.
A tego związkokracja nie ma. Stąd wziął się pomysł zastąpienia prawdziwego kapitału mieszaniną patriotycznego zadęcia oraz nawozu naturalnego w postaci - tutaj ostrożnie abyśmy tego klejnotu przypadkiem nie przekręcili - porozumienia na rzecz obywatelskiej prywatyzacji spółki. To porozumienie na rzecz zachowania stołk..., pardon, oczywiście na rzecz obywatelskiej prywatyzacji zadecydowało o utworzeniu spółki pracowniczej Chemia – Puławy. Przystąpili do niej przedstawiciele wszystkich możliwych i niemożliwych zakładowych związków zawodowych, a więc: Komisja Zakładowa NSZZ "Solidarność", Związek Zawodowy Pracowników Ruchu Ciągłego, Związek Zawodowy Pracowników Zakładów Azotowych Puławy, Związek Zawodowy "Kadra", Związek Zawodowy Inżynierów i Techników oraz Społeczny Związek Zawodowy. Aż dziw bierze że w Puławach jest jeszcze ktoś kto pracuje... Celem biznesowym spółki jest zachowanie stołk... pardon, oczywiście odkupienie od Skarbu Państwa większościowego pakietu akcji Puław.
No dobrze, ale jak to zrobić? Jak pusta kompania krzak mająca zero kapitału i kilku nie ryzykujących niczym związkowych bonzów w charakterze akcjonariuszy może “kupić” większościowy pakiet Puław? Zawsze trzeba na to wykrztusić z 700 milionów prawdziwych złotych, a może i więcej.
Są na to zasadniczo trzy sposoby. Pierwszy - przebrać się za szejków z Kataru i zadzwonić do min.Grada; metoda prawie się udała w przypadku stoczni. Drugi - znaleźć frajera który kupi zakłady wraz z nieusuwalną związkokracją i nic z tego nie będzie miał. I sposób trzeci - machając patriotycznie flagą narobić hałasu że wykupuje nas zagraniczny kapitał i przejąć zakłady za psi grosz od rządu bojącego się zarzutów o “wyprzedaży obcym za bezcen”. Na to ostatnie liczy chyba związkokracja ze swoją “prywatyzacją obywatelską” czyli prywatyzacją normalną, tyle że bez kapitału. Nasz Dziennik potwierdza że związkowcy “liczą na pozyskanie poręczeń bankowych”.
Liczą zatem na to że w demokracji nikt już na poważnie niczego nie będzie liczył. Że gość z ulicy bez grosza w kieszeni wejść może do przypadkowo napotkanej fabryki i ją kupić. Za co? Jak to za co, za “poręczenie bankowe”! Czyżby kapitalizm był aż tak prosty? A może to nie kapitalizm tylko raczej socjalistyczne hochsztaplerstwo skrywające prywatę pod płaszczykiem narodowo-patriotycznych tam-tamów?
Jaki zdrowy na umyśle bank prywatny byłby zainteresowany w chandryczeniu się z rządzonym przez związkokrację folwarkiem jakim pozostanie zakład bez programu naprawczego i widoku na zasadniczy turn-around? Kto byłby zainteresowany w utrzymywaniu dotychczasowej, niedołężnej kadry i warstw zasiedziałej związkokracji? Celem prywatyzacji jest przecież pozyskanie kapitału dla państwa oraz umożliwienie sanacji przedsiębiorstwa - reorganizacji, wycięcia zbędnego tłuszczu, zredukowania pogłowia związkowych krzykaczy do minimum. Tylko taki zakład będzie generował w przyszłości zysk dla właściciela i podatki dla państwa.
Wprawdzie minister Grad od czasu kompromitacji ze stoczniami stale podkreśla że jest do d(yspozycji premiera, oczywiście) ale chyba nawet i on nie da się nabrać na to związkowe siano. Rząd w kryzysie potrzebuje pieniędzy, nie rozbuchanej związkokracji bez centa. Jedyną więc jej nadzieją na przejęcie Puław - własności ciągle państwowej - na własność prywatną paru związkowych kacyków jest socjalistyczna dialektyka. Taka na przykład jak nazywanie tego przekrętu "prywatyzacją obywatelską" i wymuszenie na państwie, czyli wszystkich, aby pozbyli się waloru za cenę dużo niższą niż rynkowa a może w ogóle na ładne oczy. Można też rzecz dalej patriotycznie przyciemnić wychodząc na przykład z “poręczeniem” banku państwowego, czyli należącego do wszystkich, który wyłoży wspólną kasę na kupienie związkowym spryciarzom zakładu należącego do... wszystkich.
Oczywiście gdyby związkowcy z Chemii – Puławy nie usiłowali naciągnąć Skarbu Państwa - co podejrzewamy - ale udałoby się im przekonać do zalet “prywatyzacji obywatelskiej” takiego na przykład Goldmana Sachsa to co innego. Nasze podejrzenia z przyjemnością wówczas cofniemy gratulując sukcesu. Nie wcześniej jednak zanim GS przyśle min.Gradowi odpowiedni check na pełną sumę.
Póki co pozostaje kontemplować do czego prowadzi państwowa własność i pasożytujące na niej rządy związkokracji co widać najlepiej na przykładzie Polic. Świetnie położony, potencjalnie dochodowy kombinat chemiczny, zamiast wzbogacać swoich akcjonariuszy zubaża ich produkując straty. Akcjonariuszem jest państwo czyli Police zubażają praktycznie każdego. EBITDA za rok 2009 na przykład to negatywne $100 milionów z hakiem. Innymi słowy, maszynka do robienia pieniędzy pracująca na biegu wstecznym. Bywa tak gdy celem zakładu zamiast zysku z wytwarzania poszukiwanych produktów jest głównie produkcja “robocia” czyli zatrudnienia. Na zubożenie właściciela – państwa – o tę sumę pracowała w Policach gigantyczna armia przeszło 2800 zatrudnionych.
Menedżment zwala złe rezultaty na kryzys i ma w tym trochę racji. Ale kryzys dotknął w końcu wszystkich producentów nawozów sztucznych, nie tylko Police, a rokiem poprzednim także nie ma się co zachwycać: EBITDA plus $75 milionów, zysk/obroty mizerne 1.25%. Lepiej wypadają tu Puławy z EBITDA rzędu $130 milionów i współczynnikiem zysk/obroty około 10%. Ale dla porównania kanadyjski Potash Corp (2009) miał EBITDA $1.5 miliarda a zysk/obroty ponad 24%. I to wszystko wypracowała załoga licząca tylko 5000 osób, niespełna 2x większa od 2800 armii w Policach i tylko o 1/3 większa od 3350 armii w Puławach.
Jest prawdą że nie wszystko można ze sobą dokładnie porównywać. Potash Corp jest światowej klasy koncernem a cena jego akcji odpowiednio to dyskontuje. Wniosek jest jednak jasny - rządy państwa i związkokracji są stratą dla wszystkich, nawet jeśli zakład jest nominalnie zyskowny. Policom i Puławom potrzeba prywatnego inwestora z wielką miotłą, zasadniczej sanacji państwowo-związkowego folwarku i obcięcia zatrudnienia przynajmniej o połowę. Bez żadnych nonsensów z “prywatyzacją obywatelską”, utrwalającą jedynie patologię związkokracji i nieudolnego menedżmentu z państwowego nadania. Nic dziwnego że się to związkokracji nie podoba.
©2010 dwagrosze.blogspot.com





