Boże Narodzenie 2009

Jacopo Comin (Tintoretto), Boże Narodzenie, 1570


Opublikowano w: Boże Narodzenie, jacopo comin, tintoretto.
Komentarze są wyłączone

Zatrzymywanie czasu

Timmy niezasłużenie zrobił mnie bohaterem swojej opowieści. Pół dnia chciałem mu coś odpisać i naprawdę nie wiedziałem co.

Ładnych kilka lat temu, w pogodę mniej więcej taką jaką mieliśmy kilka dni temu, stałem na przystanku. Po drugiej stronie ulicy szedł starszy człowiek o kulach. Ledwo szedł i cały czas w jakiś pokraczny sposób odchylał się w tył. W końcu musiało się stać nieuniknione - staruszek zwyczajnie poleciał bezwładnie na plecy prosto w kałużę. Ktoś mu pomógł, postawił na nogi i poszedł. Staruszek podszedł pod ścianę pobliskiego budynku, oparł się i znów wywrócił. Tym razem minęło nieskończone 15-20 sekund nim ktokolwiek się nim zainteresował. Kiedy znów stał na nogach, mokry, dygoczący dalej walczył, starał się pokonać kolejne centymetry. Bo to nie była nawet walka o kolejny krok. On miał problem z przejściem kolejnych centymetrów.

Wtedy po raz pierwszy chyba zatrzymał mi się czas. Tamta chwila trwa do dziś.

Stałem na tym pieprzonym przystanku i patrzyłem jak poza czasem zniszczony człowiek walczy i się nie poddaje. Rzeczywistość obok mknęła a ja mimo, tak mi się zdaje, braku tej ignorancji którą otoczenie rzeczywistości przenikało tamto miejsce stałem jak sparaliżowany.

Potem wsiadłem do autobusu.

Przez kolejne dni czułem się tak podle, tak obecny w tamtym zatrzymanym czasie, a przede wszystkim przenikająco bezradnie, że obiecałem sobie że nigdy więcej takie oderwanie od czasu nie przysporzy mi tego cholernego uczucia które po dziś dzień przeszywa moje ja.

Wracając pewnej nocy do domu przysiadłem na przystanku na którym usiadł również bezdomny. Brudny, zarośnięty ale z takim dziecięcym uśmiechem niewinności poprosił o papierosa. Zapaliłem z nim. Coś mi opowiedział. W zasadzie w kilkunastu słowach przerywanych długim milczeniem opowiedział historie swojego życia.

Kiedy tak siedziałem z nim na tym przystanku a on z tym swoim niczego nie oczekującym, pełnym podziwu i beztroski uśmiechem patrzył w niebo na spadające krople deszczu czas się zatrzymał. I przecież mogłem skupić się na smrodzie i z odraza odejść nie widząc, nie przeżywając tej magii którą być może tamta chwila została przeze mnie obdarzona zupełnie niesłusznie.

Gdy umierał mój dziadek prosił mnie abym sadzał go na łóżku aby mógł popatrzeć przez okno. Bezwładne ciało, zniszczone przez chorobę która przenikała każdą komórkę jego ciała powodując niesamowity ból który odciskał się na jego spokojnej twarzy. Nie narzekał. Siedząc tak z nim tworzył się piękny wspaniały świat. Człowiek który umiera, który doświadczył na świecie wielu trudów, przykrości, który był swego rodzaju bohaterem, zniszczony przez upadlająca chorobę miał w sobie do ostatnich chwil dziecięcy zachwyt nad powabnością i pięknością świata. Przez to okno w które razem patrzyliśmy dostrzegał to co wydawać by się mogło błahością, nieistotnością, czymś nad wyraz zwyczajnym i zmieniał to w cuda. Błękit nieba, zieleń drzew, śpiew ptaków. I gdy podążając za nim, jego słowami podziwu odkrywałem świat za oknem, gdy zaczynałem widzieć jego oczami tworzyła się rzeczywistość przepiękności która istnieje poza czasem i będzie istnieć i po mój kres.

Nie chodzi o to aby się zatrzymać. Nie chodzi o te pierdoły którymi w taki czas jak ten, wlewają nam do głów różni moraliści. Nie chodzi o to aby zastanawiać się. Chodzi o to aby żyć i w tym życiu za każdym razem szukać nadzwyczajności. Żeby w banale dostrzegać niezwykłość. Żeby w człowieku nieciekawym odnaleźć część siebie. A resztę odrzucić.

Pozbawić świat automatyzmu, pustki, szarości mentalnej. Wtedy właśnie czas się zatrzymuje i chwila przeciąga się w nieskończoność tworząc kolejne światy w które można wracać.

Bawcie się, pijcie, jedzcie ku chwale Dionizosa i znajdujcie swoje światy w których czas nie istnieje.

Opublikowano w: wszystko i nic.
Komentarze są wyłączone

Prewencja

Jak podaje słownik języka polskiego prewencja to zapobieganie naruszaniu norm prawnych.

Wpisując to hasło do słownika synonimów znajdziemy tam również takie słowo jak profilaktyka.

Z językiem jest ten problem że wyrazy podobne często dotyczą diametralnie różnych rzeczy. Gorsza sprawa dla tego języka gdy dotyczą one takich rzeczy jak prawo - definicje słów w języku prawnym, a przede wszystkim w języku dla prawniczego bełkotu pierwotnym, czyli języku polityki zazwyczaj od ogólnie przyjętego “czucia” różnią się tym czym różni się jezioro od bagna. Ewentualnie stanowią pustosłowie. Walka o pokój to jeden z takich cudownych lapsusów który sam w sobie jest pustosłowiem, a dajmy na to przy ataku Amerykańskich wojsk na ten czy inny kraik jest tym samym co orwellowskie ministerstwo prawdy - w państwie wielkiego brata też wszyscy, prócz kilku wiarołomców, ufali i wierzyli w tą “prawdę”.

Co oznacza profilaktyka? Profilaktyką jest mycie zębów coby nam nie powypadały, podcieranie tyłka coby nas w towarzystwie nie swędział, profilaktyką jest uprawianie sportu czy zdrowe odżywianie. Profilaktyką jest zakładanie gumki gdy ulegniemy w przypływie emocji instynktom. To również zainstalowanie sobie antywirusa na komputerze. Ja np czasem profilaktycznie kupuje sobie w piątek, nim wieczorem wyjdę zdobywać niczym Pinki i Mózg świat, butelkę wody i stawiam ją przy łóżku, bo a nóż w sobotę się rano okażę że plan się nie do końca powiódł. Profilaktyka to zbiór naszych zachowań które w bliżej nieokreślonej przyszłości pozwolą nam uniknąć jakiś przykrych konsekwencji. Profilaktyka to świadomy indywidualny wybór.

Prewencja. Czym jest prewencja? A w zasadzie jak ja rozumiem sam ten wyraz, samo słowo i jego sedno. Prewencja to dajmy na to zatrzymanie kilku łysych obywateli w dresach, wylegitymowanie i ewentualne obserwowanie tak aby ofiary chemioterapii i problemów z hemoroidami (ponoć przy hemoroidach dobrze nabyć dresik coby nie uciskały spodenki w kroku) przypadkiem nie postanowiły sobie że a to czyjeś lusterko w samochodzie im się by przydało, a to czyjś portfel, a to przypadkiem tak w ramach niespodziewanki za darmo jakiś przechodzień od nich nie dostał po nerach. Kilkadziesiąt razy. Prewencja to obstawienie stadionu przez policje w trakcje meczu. To również zerknięcie co tam u pana Mietka co to kilka razy żonę uczył pięściami jak się zupę przygotowuje. To zapewne też zatrzymanie pani/pana który jedzie samochodem z bliżej nieokreślonego powodu zygzakiem - być może ma zawał, napad astmy albo urżnął sie tak że komletnie nie kontroluje tego co robi.

Byłoby jednak zbyt pięknie aby to co nasi dziadkowie ustalali za definicję słów nie ewoluowało. Tzn. gdyby ewoluowało w sposób w jaki wyewoluowały ćmy białe w ćmy czarne byłoby całkiem miło. Gorsza sprawa że w tym akurat przypadku mamy raczej do czynienia z brutalną, pełzającą rewolucją.

I są dwie strony tej rewolucji. Prewencja łączy się w dużym stopniu z słowem korelacja. Słowo korelacja oznacza że pewne zjawiska występują łącznie. Np. gdy siedzimy sobie na plaży i praży słoneczko możemy się z dużym prawdopodobieństwem spodziewać że nas przypiecze. Tu korelacja jest dość wysoka. Problem w tym że korelacja jest częścią nauki zwanej statystyką. To ulubiona z nauk polityków bo statystyka ma ten w sobie problem że z tych samych danych często można wysnuć różne wnioski. Po internecie krąży wiele opowieści o pracach magisterskich typu wpływ faz księżyca na populacje mrówkojada w południowym regionie stanu Oregon. Albo wpływ kształtu macicy matki na usposobienie do życia społecznego jej dzieci. I takie tam. Korelacji można zatem doszukać się we wszystkim. Wystarczy znaleźć dwa pasujące do siebie wykresy i stwierdzić fakt korelacji.

W ten oto prosty sposób można dojść do wniosku że człowiek pijany to najprawdopodobniej morderca i trzeba go zamknąć, że ktoś kto niezbyt przychylnie wypowiada się o żydach to w prostej linii spadkobierca adalfa h. i najpewniej i najchętniej poszedłby w jego ślady, że ilość wypadków zależy od “niedostosowania prędkości” co zawsze oznacza że ktoś zawsze za mocno wdepnął a nie to że ulice są zasłane durnymi znakami, fotoradarami i dziurami niczym Powązki vipami i autorytetami. Prewencyjnie można również zniszczyć albo zarekwirować babciną pietruszkę pod Halą Mirowską, gdyż alebowiem babcia raz że zakłóca porządek kując swoim wystawaniem na ulicy idealny obraz rzeczywistości jakiegoś krawata, a już na pewno urzędnika co powołany do dbania o porządek został, dwa prowadzi dywersję na państwo i ojczyznę migając się od przekazania podatków rządowi aby ten w swej nieomylności i nieskończonej sprawiedliwości mógł przekazać jej emeryturę. Oczywistym jest też fakt że donosik jest czymś na miarę korelacji graniczącej z pewnością, i zarekwirować można cały majątek firmy po to aby firma nie prowadziła dalej przestępczego procederu, i po to aby w przyszłości, móc pokryć nieuchronnie zasądzone odszkodowanie. To że przeważnie się zdarza tak że wyrok zapada po latach, kiedy firma jest bankrutem, a sprzęt który i tak jest już nic nie wart, jakiś czas temu zaginął z magazynów policyjnych to tylko mała drobnostka, niewielki błąd systemu któremu przecież należy wierzyć i ufać. I tak dalej i tak dalej.

Jest druga rzecz, jeszcze gorsza. O ile korelacje jeżeli dobrze pokopać można odrzucić w wielu przypadkach, bo jakby nie było statystyka jest nauką która opiera się na logice i nie ma w niej półprawd, a tylko łatwość w formułowaniu na jej podstawie błędnych opinii to rzecz od której de facto wyszedłem jest, jak dla mnie nie do przeskoczenia.

Polityka to taka czarna magia która z sukcesami niczym Kaszpirowski potrafi ludziom wmówić że to co do pewnego momentu było profilaktyką, osobistym, świadomym wyborem winno się stać obowiązkiem, prawem i zostać wchłonięte w definicje prewencji. Wyświechtane (jeden z naczelnych argumentów wolnościowców które do zarzygania skutecznie obrzydził wszystkim, łącznie ze mną, pan w muszce) pasy które większość rozsądnych ludzi tak czy inaczej by zakładała, zakaz spożywania alkoholu tu i ówdzie, palenia w jeszcze większej ilości miejsc, o jaraniu zielska i łykaniu chemikaliów nie wspominając. Zakaz wycięcia własnoręcznie posadzonego drzewa na własnej ziemi, nakaz posiadania certyfikatu energetycznego, zakaz grania w pokerka z kumplami na kasiore w miejscu w którym kilku anonimowych panów nie będzie mogło z tego czerpać korzyści, a wraz z nimi kumple co im takie prawo załatwili.

I tak by można wymieniać i wymieniać. I z każdym rokiem wymieniać coraz więcej. Aż rad niewola dojdziemy do momentu w którym w świetle prawa prewencyjnie udawać się będziemy o ściśle wyznaczonej porze na poranną gimnastykę, a następnie do państwowego ośrodka żywieniowego, gdzie każdy według ściśle dobranej diety otrzyma posiłek. A potem wspólne mycie ząbków. Ku lepszej przyszłości. Bo przecież o to chodzi aby nic naszemu życiu nie groziło, abyśmy byli bezpieczni i dożyli w spokoju i zdrowiu długich lat.

Opublikowano w: wszystko i nic.
Komentarze są wyłączone

Będzie wspaniale

Opublikowano w: ruchome obrazki.
Komentarze są wyłączone