De-OFE-izacja na Wegrzech

Opublikowano w: EU, Europa wschodnia, folklor.
Komentarze są wyłączone

Jak dostać 5 miliardów grzywny

Opublikowano w: dopiski, EU, kryzys.
Komentarze są wyłączone

Klasa klasy politycznej

Opublikowano w: EU, Europa wschodnia, kryzys.
Komentarze są wyłączone

Orwell wiecznie żywy

Opublikowano w: EU, folklor, liber.
Komentarze są wyłączone

Burdy w Unii popłacają

Opublikowano w: EU, kryzys.
Komentarze są wyłączone

Jedyny mężczyzna w Unii

Funny thing… Wygląda na to że jedynym mężczyzną wśród premierów państw EU jest pani Iveta Radicova ze Słowacji, która odważnie powiedziała EU aby ta poszła sobie do diabła i że jej kraj nie będzie wyrzucać pieniędzy swoich obywateli na ratowanie greckiego socjału. Amen. Tak robi przywódca.

Słowaccy socjaliści zgodzili się poprzednio na udział w bailoucie Grecji sumą 818 milionów euro. Już samo to podkreśla stopień degeneracji tzw. procesu demokratycznego. Paru palantów uchwyciwszy raz władzę bez żadnych skrupułów obarcza każdą rodzinę w kraju obowiązkiem łożenia na socjał grecki. Każde z 1.66 miliona gospodarstw domowych na Słowacji miało zostać zmuszone do uczestniczenia w tym akcie wymuszenia na sumę prawie €500. To w sytuacji gdy średnia pensja na Słowacji w 2008 była tylko €705 a średnia pensja w Grecji była ponad dwa razy wyższa. Również o ponad dwa razy wyższy jest dochód narodowy per capita Greka niż Słowaka.

Grek przez lata balował żyjąc ponad stan, od czasu do czasu robiąc przerwę na strajkowanie i na oszukiwanie statystyk unijnych. W końcu kraj doszedł do ściany. Winnych oczywiście nie ma. Kryminały stoją puste, bynajmniej nie z powodu strajku personelu. Pozostały jedynie rachunki do zapłacenia. Cała góra rachunków. Ale z jakiej paki płacić ma je Słowak? Albo na tę sprawę ktokolwiek inny niż Grek? Pani Radicova powzięła trafną, odważną decyzję, nie sprzeniewierzając się swoim wyborczym obietnicom tak jak, nie wskazując palcem,  jej kolega z północy.

Ciekawe  co w swoich najbardziej zuchwałych snach myśleli socjaliści przyjmując to zobowiązanie. Czy bez mistyfikacji z demokracją ktoś z nich rzeczywiście się spodziewał że granda ta kiedykolwiek by przeszła? Że znalazłaby się choć jedna słowacka rodzina z IQ większym niż numer butów która wyrzuciłaby z własnej woli sumę rzędu miesięcznej pensji na wspomaganie socjału gdzieś w Atenach? 

Jedyną metodą rabunku był demokratyczny kult szakala. Wmówienie wyznającym go osłom że skoro większość wybiera socjalistów to daje im przez to czek blanko na przyjmowanie w ich imieniu najbardziej absurdalnych zobowiązań. Socjaliści są wszędzie tacy sami. Wychodząc przed szereg polski minister finansów Rostowski też przecież zaoferował udział w ratowaniu Greków. Na szczęście można przypuszczać że był to jedynie blef nie będącej jeszcze w strefie euro Polski. Gdyby jednak EU go przyjęła to gest Rostowskiego obciążyłby przeciętną polską rodzinę sumą dużo większą niż socjaliści słowaccy próbowali to zrobić u siebie.

Socjalistyczna kamaryla w Brukseli chodzi teraz po suficie złorzecząc i odgrażając się Słowacji za łamanie tak zwanej euro solidarności. Ilustruje to jak w praktyce działać będzie euro imperium po przyjęciu układu lizbońskiego. Prowincje na gwizdek mają się teraz zrzucać gdy tylko centrala rozkaże. A rozkazać może z byle powodu, jak na przykład obecnie obawiając się że jej umoczone w greckie obligacje banki mogą paść. Socjaliści ratują więc kapitalistów rabując na to konto proletariat całej Europy.  Marx by na to nie wpadł.

Dawniej umoczone w toksyczne papiery banki niemieckie ratowane byłyby co najwyżej przez Niemców. Ich sprawa. Francuskie co najwyżej przez Francuzów. Nikt by nie bredził o euro solidatności używając jej za parawanik do wymuszeń danin od reszty. Ale w imperium którego samą racją bytu jest wykonywanie przez prowincje poleceń centrali jest to rzecz normalna. Wkrótce pomruki o łamaniu solidarności przejdą w formalne upomnienia a potem w sankcje. Taka jest konsekwencja scedowania do centrali atrybutów suwerennego państwa. Nie było jeszcze imperium w którym byłoby inaczej i nie po to tworzono euro imperium aby coś tu zmieniać.

Pani Iveta Radicova, premier Słowacji

Grecja powinna paść ponieważ na to zasługuje. Swoim padnięciem, z hukiem, trzaskiem i kurzem, wyświadczyłaby wielką przysługę milionom naokoło oferując   bezcenną lekcję.  Banki by zrozumiały że istnieje ryzyko że podatnik może ich kiedyś nie wyratować chroniąc przed plajtą. Że bank, jak każda kompania, to nie tylko jednokierunkowa autostrada do bonusów ale równie dobrze droga do bankructwa. Inwestorzy zrozumieliby że dług państwowy też nie jest bez ryzyka i że się można na nim zdrowo przejechać tak jak na każdym innym.  Rządy zrozumiałyby że zadłużanie się nie jest rodzajem ATM-u bez limitu wypłat. A Grecy, a za nimi reszta kontynentu, zrozumieliby do czego prowadzi socjał i rządy związkokracji.

Należy się obawiać że bez tego głośnego, widocznego dla wszystkich kolapsu Grecji nikt z problemów krajów PIIGS żadnych wniosków nie wyciągnie. Wręcz przeciwnie, każdy dalszy bailout  i każdy pakiet pomocowy zamiecie jedynie problemy pod dywan.  Każdy głębiej ugodzi w podstawy wolnego rynku. Każdy bardziej zdemoralizuje rządy i społeczeństwa. A każdy bailout  bogatszych przez uboższych zdemoralizuje je natomiast absolutnie.

————————–
dodane 25.08.2010:   Pani Radicova znowu wykazała nieprzeciętną ikrę – zażądała przeprosin parlamentu słowackiego przez komisarza EU Rehna uważając że go obraził.  I bardzo słusznie.  Bravo, Iveta!

©2010 dwagrosze.blogspot.com

Opublikowano w: EU, Europa wschodnia, kryzys.
Komentarze są wyłączone

Przepraszam, czy tu gwałcą?

Wow, co za ulga. Wbrew podejrzeniom okazuje się że jednak nie wszystkie kraje strefy euro rządzone są przez durni nie liczących się z interesem elektoratu który ich wybrał.

Ze Słowacji donoszą na przykład że tamtejszy parlament definitywnie odmówił udziału Słowacji w pożyczce UE dla pogrążonej w kryzysie Grecji. Brawo Słowacy, nie dajcie się zwariować!  Słowo ‘definitywnie’ nie oddaje zresztą pełni sytuacji – “za” głosowało jedynie 2 (słownie dwóch) deputowanych. Przypuszczamy że i ci dwaj nacisnęli przypadkowo na zły guzik.

Udział Słowacji w obowiązkowej dla państw strefy euro zrzutce na zbankrutowany grecki socjał obiecali lekką ręką wcześniej słowaccy socjaliści pod mottem “euro solidarności”. Miał on wynieść 800 mln euro, niekoniecznie suma którą znaleźć można na ulicy. Trzeba ją wpierw wypracować w pocie czoła a potem odebrać ludziom w postaci podatków. A gdy się już odbierze, czego i tak nie pochwalamy, to trzeba nie mieć piątej klepki aby ją “inwestować” w papiery greckiego bankruta.

O wiele sensowniej byłoby wspomóc Greków – skoro już  -  bezpośrednio, na przykład kupując od nich za to 28 ton złota i złożyć to gdzieś głęboko w sejfach banku centralnego.  Grekom i tak zostałoby dobre 80 ton a kupione złoto czekałoby sobie spokojnie na lepsze czasy, gdy i o euro i o greckich papierach słuch dawno zaginie.  A najlepiej oczywiście zostawić pieniądze ludziom i niech sami decydują jak je zainwestować. W końcu nikt nikomu nie zabrania wyrzucić w błoto każdej sumy, łącznie z wysłaniem jej na wspomaganie greckiego socjału.

Na szczęście obecna pani premier, Iveta Radiczova, przerwała ten obłęd. Już podczas kampanii wyborczej słusznie zapowiedziała zdecydowany sprzeciw wobec wspomagania Grecji i wybrana słowa dotrzymała.

Najciekawszym teraz zajęciem jest niewątpliwie obserwowanie chodzących z tego powodu po ścianach socjalistów w Brukseli. Pogwałcenie solidarności z Grecją i całą strefą euro – grzmi Komisja Europejska. Pogwałcenie zobowiązań Słowacji wobec eurogrupy w kwestii udzielenia czasowej i warunkowej pomocy Grecji. Decyzja eurogrupy była niezwykle ważnym aktem w krytycznym momencie, by zapewnić stabilność finansową strefy euro – grzmi komisarz EU Rehn. Nowe kraje są w UE tylko po to, żeby brać – rzuca żółcią indagowany urzędnik w KE.

Po definitywnej decyzji parlamentu Słowacji o nieuczestniczeniu w greckim bailoucie ministrowie finansów strefy euro będą musieli teraz zadecydować jak pokryć powstałą dziurę.  Spotkają się w tym celu we wrześniu w Brukseli. Otwiera to wielką szansę przed najlepszym ministrem finansów w Europie Rostowskim. Mimo że Polska szczęśliwie nie należy jeszcze do strefy euro minister  Rostowski wychodząc przed szereg zadeklarował już wcześniej chęć Polski do udziału w pakiecie pomocowym dla Grecji.  Teraz jest szansa że oferta polska, po wycofaniu się Słowacji z greckiego szaleństwa, zostanie przyjęta z otwartymi rękami.  W końcu zielona wyspa premiera Tuska ma jeszcze dwa punkty procentowe podwyższania podatku VAT w zanadrzu a więc na Greków powinno jej wystarczyć.

©2010 dwagrosze.blogspot.com

Opublikowano w: dopiski, EU, Euro, waluty.
Komentarze są wyłączone

Jadą wozy kolorowe

Opowiedzcie mi, Cyganie, jak tam u was jest
U nas wiele i niewiele, bo w sam raz
U nas czerwień, u nas zieleń, cień i blask
U nas błękit, u nas fiolet, u nas dole i niedole
Ale zawsze kolorowo jest wśród nas

I nie tylko kolorowo. Także i złodziejsko.

Proponujemy dla odmiany raz przestać się okłamywać. Dać sobie na chwilę spokój z polityczną poprawnością i dyrdymałkami o prawach mniejszości. Przybastować na moment z folklorem i nostalgią za wolnymi nomadami. Darować sobie też romantyzm dobrych Cyganów co to robią patelnie i ostrzą noże w ramach usług dla miejscowej ludności.

Jeżeli zwarta grupa etniczna obywateli Rumunii miesiącami koczuje gdzieś pod wiaduktem na autostradzie we Francji czy na skwerze w Cork w Irlandii nic oficjalnie nie robiąc coś to oznacza. Oznacza to że utrzymuje się z kradzieży i eurosocjalu, w tej kolejności. Nie może przecież być inaczej. No dobrze, dodajmy do tego jeszcze tradycyjne żebractwo czym zajmują się głównie panie Cyganki z licznym, świetnie wyszkolonym potomstwem.

Euro integracja, Schengen i otwarcie się kontynentu, wszystko to było bonusem dla wielu państw Europy wschodniej. Ich obywatele mogli bez przeszkód wyjechać na sachsy, zarobić i powrócić z bagażem nowych doświadczeń i zarobionych €€. Dla wschodnioeuropejskich Cyganów było to jednak dużo więcej – otwarcie bram raju. Koniec z żebraniem na mrozie, z dzieckiem na ręku, w pasażu podziemnym gdzieś w Warszawie. W dodatku przyzwoitego socjału także tu nie uświadczysz. Zimna Polska to nie kraje południa Europy, gdzie i socjał znacznie tłustszy, i portfele obywateli tłustsze. W dodatku pogoda o niebo lepsza, w której przynajmniej palce nie tracą czucia na mrozie. W niektórych przypadkach szczególnie obfity socjał, pompowany cudem gospodarczym jak u celtyckiego tygrysa Irlandii, brał nawet górę nad ciepłym klimatem.

A więc żyć nie umierać. I ruszyły tedy cygańskie tabory, z Transylvanii i innych egzotycznych miejsc, na zachód.  Wczesne średniowiecze, w przechodzonych przyczepach campingowych, wybrało się na wycieczkę w XXI wiek.

Zawsze nas ciekawiło jak długo ta wycieczka potrwa. Jak długo społeczeństwa zachodu będą w imię euro harmonii to średniowiecze finansować i tolerować na swoich ulicach kradnących i żebrających egzotycznych nomadów. Bo to że wycieczka ta kiedyś się zakończy nie ulegało raczej wątpliwości. Wynika to choćby z tego że kończy się powoli socjał obficie smarujący tryby “praw mniejszości” pod które cygaństwo podpada. A gdy się skończy miejscowe społeczeństwa zorientują się że one także mają swoje prawa. W tym prawo do wzięcia rzeczy we własne ręce, do chronienia swojej własności i do wyrzucenia uciążliwych przybyszy z powrotem do domu.

Wszystko wskazuje na to że punkt taki osiągnęła właśnie Francja, przy czym inicjatywa wyszła w tym przypadku nawet odgórnie. O prezydencie Sarkozym nie mamy tutaj specjalnie dobrego zdania uważając go za politycznego błazna z ciągotami socjalistycznymi. Okazuje się jednak że nawet socjalistyczne błazny miewają czasem dobre pomysły. Oto właśnie rząd w Paryżu zapowiedział likwidację nielegalnych obozów Romów i odesłanie ich do Rumunii i Bułgarii. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ogłosiło tam że w ciągu trzech lat zlikwiduje połowę (!) nielegalnych obozowisk nomadów. Kiedy zlikwiduje resztę nie podano ale można się spodziewać że i reszta długo miejsca nie zagrzeje.

Chodzi o obozy i squaty, w sumie około 300 takich miejsc – wyjaśnił szef francuskiego MSW Hortefeux na specjalnej konferencji w tej sprawie zorganizowanej przez Sarkozy’ego. Minister Hortefeux zapowiedział szybkie odesłanie do Rumunii i Bułgarii wszystkich Romów, którzy popełnili wykroczenia przeciw porządkowi publicznemu. Władze skarbowe mają z kolei wyznaczyć dziesięciu (!) inspektorów którzy kontrolować będą źródła dochodów (!) mieszkańców obozów… Według oficjalnych danych we Francji żyje około 400 tys. osób określanych urzędowym terminem „ludzi podróży”…

Ach, zawsze podziwialiśmy tę elegancję z lekkim odcieniem ironii z jaką Francuzi podchodzą do życia. Już widzimy francuskiego inspektora skarbowego indagującego rumuńskiego Roma: Cyganie, przestań wreszcie cyganić i ujawnij skąd to ukradłeś… ;-) . Nie docenialiśmy tylko humoru w wykonaniu rumuńskim i bułgarskim. Okazuje się że oba państwa wyślą w związku z tym, w celu dalej niezupełnie jasnym, po 10 policjantów na wycieczkę do Paryża.

Zgodnie z przewidywaniami plany rządu francuskiego wzbudzają wycia sprzeciwu tych jeszcze nie okradzionych oraz tych którzy z cygańskich slumsów pod wiaduktami nie są w stanie wyciągnąć żadnych praktycznych wniosków. Z urzędu oburzeni są oczywiście politycy socjalistycznej opozycji oraz tzw. obrońcy praw mniejszości. Mamy do czynienia z rasową stygmatyzacją – grzmi D.Sopo, szef organizacji SOS Racisme. Cyganie są w Rumunii dyskryminowani i dlatego przyjeżdżają do Francji – udowadnia politolog D.Moisi.

Niech sobie grzmią i udowadniają. Demokracja najwidoczniej tak już ogłupiła społeczeństwo iż większość zapomniała że jest w teorii przynajmniej gospodarzem we własnym domu i że jej także przysługują pewne prawa.

————————————
dodane 30.07.2010:  drogi czytelnik podrzuca tutaj relewantny materiał o Cyganach na Słowacji. Wpis nie wnika  w to jak Cyganie żyją u siebie.  Kwestionuje jedynie zachodnią praktykę traktowania Cyganów napływających z Europy wschodniej jako egzotycznej  migracji  etnicznej, zwłaszcza zabarwionej podtekstem „prześladowań”.  Nikt Cyganom rumuńskim czy węgierskim nie odmawia prawa do podjęcia bona fide pracy i dostosowania się do miejscowych warunków na Zachodzie.  Bez tego jednak twierdzimy że cygaństwo wschodnio- europejskie   na Zachodzie jest głównie złodziejstwem i żebractwem na gościnnych występach, połączonym z żerowaniem na miejscowym socjalu.  Państwa europejskie mają pełne prawo odesłać uciążliwych przybyszy do domu zanim zachodnie dzielnice będą wyglądały tak jak ta w Koszycach.  Warto dodać że nic z tego co cygańscy mieszkańcy zrobili ze swoją dzielnicą Lunik IX w Koszycach nie jest stricte nielegalne.  Warto jednak mieć na uwadze także prawa mieszkańców sąsiednich dzielnic którzy mogą nie życzyć sobie takiego sąsiedztwa. Nie ma to wiele wspólnego z „prawami mniejszości” na które wielu obrońców cygaństwa się powołuje. 
 
dodane 31.07.2010: Inny drogi czytelnik podrzuca tutaj inny relewantny materiał, tym razem o rumuńskich Cyganach w Hiszpanii.  Ten filmik jest must-see dla tych wszystkich którzy zasłaniają się prawami mniejszości, libertarianizmem,  tolerancją czy też rzekomym prześladowaniem biednych Cyganów. 

 2010 dwagrosze.blogspot.com

Opublikowano w: EU, Europa wschodnia.
Komentarze są wyłączone

Węgierski gulasz

Są zasadniczo dwa sposoby na zrujnowanie kraju. Pierwszym z nich jest wojna. Drugim jest socjalizm. Węgrzy do kompletnej ruiny dotarli po ośmiu latach rządów socjalistów. 
Dług sektora finansów publicznych siega 80% GDP (w PL dla porównaniania nieco ponad 50%) a zadłużenie zagraniczne wynosi 111% GDP (w PL 63%). Oznacza to mniej więcej tyle że polski socjał ma jeszcze pewien dystans do pokonania zanim rąbnie o ścianę.
Socjał węgierski natomiast już rąbnął i ulega właśnie widowiskowej dezintegracji. Do niewdzięcznego zadania posprzatania po socjalizmie wybrany został na Węgrzech rząd Victora Orbana. Działający od kwietnia rząd, skoro już porównujemy do Polski, ma dwie rzeczy których nie ma rząd Tuska: jaja i wizję. Obie rzeczy w ostrym deficycie w przypadku państw tonących pod ciężarem długów i jak tonący brzytwy rozpaczliwie chwytających się wątpliwych recept którymi szantażują  je IMF i EU.
Rząd Orbana jest przygotowany na konieczne zaciskanie pasa i szeroką redukcję socjału na całej linii. Chce to jednak robić z głową a nie zamiast zaciskania pasa socjałowi zacisnąć sobię pętlę na szyi, czego wymaga rutynowo IMF. Nie dziw więc że zerwanie ostatnio negocjacji z IMF wymagało pewnej odwagi i zdeterminowania. Wbrew tzw. rynkom finansowym które skarciły za to nieposłuszeństwo forinta widzimy węgierską decyzję w perspektywie jako mistrzowski ruch, nadający właściwy ton przyszłym negocjacjom. Jesienią strony się najpewniej dogadają, ale już na bardziej realistycznych warunkach.
Orban również oburzył unię europejską, zawsze jak wiadomo pierwszą we wspieraniu oszczędności, przystrzygając wynoszącą pół miliona dolarów rocznie pensję prezesa banku centralnego Simora. Dotychczas Bruksela nie wyszła z żadnym rozsądnym uzasadnieniem czemu prezes banku centralnego niewielkich Węgier ma dalej cieszyć się pensją 2X większą niż Bernanke z FEDu. Najwidoczniej kryzys kryzysem ale europejskie świete krowy mają być z niego wyłączone.
Jeszcze bardziej oburzają Brukselę węgierskie propozycje przystrzyżenia tłustych kotów bankowych specjalnym podatkiem. Wychodzenie z kryzysu jak najbardziej. Pod warunkiem jednak że to cała reszta a nie banki za to mają płacić. To że Orban odważnie przycina jednocześnie pensje pracowników firm i instytucji państwowych o 15 % najwidoczniej się nie liczy. Niewykluczone że podatek od banków stanowił właśnie główny punkt niezgody w negocjacjach z IMF i EU.
Ciężka do przełknięcia dla Brukseli jest też sama koncepcja reform Orbana polegająca na połączeniu cięć w wydatkach z obniżkami podatków. Pojęcie obniżki podaktów jest w unii europejskiej nieznane i przypomina trochę pojawienie się UFO – biurokraci patrzą na to ze strachem i niedowierzaniem. Preferowanym przez socjalistów kursem jest zawsze opodatkowanie wszystkiego na śmierć i wykończenie przez to gospodarki.  Operacja zawsze się udaje – zanim rzecz ostatecznie klapnie przez pewien czas wyższe podatki wskazują w kalkulatorach na wyższe dochody i redukcję deficytów na papierze.
Wbrew tym brukselskim receptom Orban nie chce wykończyć gospodarki Węgier. Obiecuje obywatelom że za najdalej 2 lata będą płacili 16% podatek liniowy od dochodów osobistych. To czy liniowy podatek Orbana zakończy się tak jak liniowy podatek Tuska pozostaje sprawą otwartą. Dajemy mu jednak więcej szans bo w odróżnieniu od Tuska Orban wydaje się autentycznym reformatorem a socjał wegierski jest w stanie autentycznego rozkładu i nie ma nic do stracenia. Populacja wydaje się dostatecznie zmęczona socjałem i ostatecznie pozbawiona złudzeń. Podatek od małych i średnich firm ma również zostać zmniejszony z 19% do 10%, co też może służyć jako mała sugestia dla nas.
Nie widzimy jednak ani premiera Tuska ani jego najlepszego ministra finansów w Europie, stających na bacznośc na każdy gwizdek z Brukseli, sposobnych do takiego gambitu. Polska wersja zaciskania pasa, której spodziewać się możemy jesienią, polegać więc będzie najpewniej na sprawdzonym socjalistycznym podwyższaniu podatków gdzie się da. Na przykład do 3×15 = 45%. 

©2010 dwagrosze.blogspot.com

Opublikowano w: EU, Europa wschodnia, folklor.
Komentarze są wyłączone

Nocne Greków szepty

Mamy wakacje, gorąco, a więc myśli kierują się ku słonecznej Grecji… Zdawałoby się że po ciężkich przeżyciach w pierwszej połowie roku nic nas już nie może zaskoczyć w tym sympatycznym kraju którym zajmujemy się od początków zimnego stycznia (Czy socjalizm grecki zbankrutuje unijny?).

Ale gdzie tam! Grecja nie przestaje zaskakiwać, przy czym odpowiedź na postawione pytanie brzmi: owszem. Świadczy o tym choćby nadzwyczajny ruch w EU przy obcinaniu świadczeń emerytalnych, wydłużaniu wieku emerytalnego i powszechnego zaciskania pasa. Atmosfera nie najbardziej ożywcza dla socjału chociaż powiedzmy sobie szczerze że to tylko początek równi pochyłej.

No ale ma tu być o Grecji a tam się, panie dzieje, oj dzieje. Znowu Grecja prekursorem wydarzeń w reszcie unii! Reuters donosi właśnie że parlament grecki przyjął w tajemnicy przed ludem pakiet ustaw anty-emerytalnych. Aby ochronić się przed gniewem ludu który go wybrał a który planował z tej okazji kolejny marsz na parlament i wywożenie na taczkach wybrańcy ludu przyjęli ten pakiet nocą.

Potrafimy sobie wyobrazić niepowtarzalną scenerię tego wydarzenia. Przy przygaszonych światłach, aby nie wzbudzać podejrzeń zbierającego się powoli przez budynkiem aktywu związkowego, wybrańcy ludu porozumiewają się szeptem i oszczędnymi gestami. Aby tylko ich lud nie dosłyszał. Aby tylko ich lud nie rozpoznał dla pewności noszą kominiarki. Nie wątpimy też że obok oficjalnych wyjść z parlamentu jest parę innych, mniej oficjalnych a za to dużo bardziej dyskretnych.

Środki ochrony wybrańców ludu są zrozumiałe. Lud który już myślał że będzie mógł wycofać się na zasłużone emerytury w wieku 60 lat zmuszony będzie teraz 5 lat dłużej strajkować. O prawdziwym pechu mogą mówić niektóre grupy sług publicznych które dotychczas mogły wycofać się na godną emeryturę nawet w wielu lat 50. Czeka je teraz aż 15 lat dodatkowego strajkowania.

Jest to nie tylko wyczerpujące ale i niebezpieczne. Jest bowiem pewne że o ile Grecja nie rozleci się wcześniej to na pewno przytnie do tego czasu wysokość wypłacanych swoim sługom publicznym emerytur z obecnych 95% zarobków do czegoś dużo mniej godnego ale za to z grubsza przypominającego rozsądek. Prawo do wypłaty tak godnych emerytur grecki socjał nadał między innymi córkom wojskowych, pod warunkiem jednak że te nie wyjdą za mąż. Przewidujemy w związku z tym masowe protesty cór wojskowych, wsparte akcją nieposłuszeństwa obywatelskiego polegającego na wychodzeniu za mąż na złość socjałowi. Nie jest też całkiem wykluczone że w pewnym momencie za swoimi córami ujmą się ich tatusiowie wychodząc na ulice Aten wraz ze swoim sprzętem.

Gdyby nie odwaga tajnego przyjęcia ustaw anty-emerytalnych Bruksela wyliczyła już że same wypłaty dla córek wojskowych oraz reszty utrzymanek socjału sięgnęłyby w Grecji w ciągu najbliższych kilku lat ćwierci krajowego PKB. Sugerowała tym samym totalny kolaps finansów publicznych.  Ponieważ Grecy, zahartowani w walce z imperiami od perskiego począwszy, nie wykazywali tym specjalnego zainteresowania unia odjęła im za karę szansę przekonania się na własnej skórze do czego prowadzi socjał.  Zadecydowała że na utrzymanie greckich cór łożyć teraz będą solidarnie podatnicy strefy euro.  Nie posiadają się z tego powodu z radości szczególnie podatnicy polscy których nawet mimo braku euro udało się min. Rostowskiemu podczepić do szczęśliwej rodziny płacących.

Ale socjał grecki trzyma się, mimo tego, mocno. Na 11 milionów Greków pracowaniem wg statystyk trudni się ok 5 milionów obywateli natomiast 2.5 miliona  zasilając szeregi związkokracji  trudni się głównie strajkowaniem.

©2010 dwagrosze.blogspot.com

Opublikowano w: EU, kryzys, obyczaje.
Komentarze są wyłączone