Śmieci gminne i inne

Opublikowano w: Europa wschodnia, obyczaje, PL.
Komentarze są wyłączone

Euro reformy

Opublikowano w: Europa wschodnia, kryzys, Polityka.
Komentarze są wyłączone

De-OFE-izacja na Wegrzech

Opublikowano w: EU, Europa wschodnia, folklor.
Komentarze są wyłączone

Klasa klasy politycznej

Opublikowano w: EU, Europa wschodnia, kryzys.
Komentarze są wyłączone

Jedyny mężczyzna w Unii

Funny thing… Wygląda na to że jedynym mężczyzną wśród premierów państw EU jest pani Iveta Radicova ze Słowacji, która odważnie powiedziała EU aby ta poszła sobie do diabła i że jej kraj nie będzie wyrzucać pieniędzy swoich obywateli na ratowanie greckiego socjału. Amen. Tak robi przywódca.

Słowaccy socjaliści zgodzili się poprzednio na udział w bailoucie Grecji sumą 818 milionów euro. Już samo to podkreśla stopień degeneracji tzw. procesu demokratycznego. Paru palantów uchwyciwszy raz władzę bez żadnych skrupułów obarcza każdą rodzinę w kraju obowiązkiem łożenia na socjał grecki. Każde z 1.66 miliona gospodarstw domowych na Słowacji miało zostać zmuszone do uczestniczenia w tym akcie wymuszenia na sumę prawie €500. To w sytuacji gdy średnia pensja na Słowacji w 2008 była tylko €705 a średnia pensja w Grecji była ponad dwa razy wyższa. Również o ponad dwa razy wyższy jest dochód narodowy per capita Greka niż Słowaka.

Grek przez lata balował żyjąc ponad stan, od czasu do czasu robiąc przerwę na strajkowanie i na oszukiwanie statystyk unijnych. W końcu kraj doszedł do ściany. Winnych oczywiście nie ma. Kryminały stoją puste, bynajmniej nie z powodu strajku personelu. Pozostały jedynie rachunki do zapłacenia. Cała góra rachunków. Ale z jakiej paki płacić ma je Słowak? Albo na tę sprawę ktokolwiek inny niż Grek? Pani Radicova powzięła trafną, odważną decyzję, nie sprzeniewierzając się swoim wyborczym obietnicom tak jak, nie wskazując palcem,  jej kolega z północy.

Ciekawe  co w swoich najbardziej zuchwałych snach myśleli socjaliści przyjmując to zobowiązanie. Czy bez mistyfikacji z demokracją ktoś z nich rzeczywiście się spodziewał że granda ta kiedykolwiek by przeszła? Że znalazłaby się choć jedna słowacka rodzina z IQ większym niż numer butów która wyrzuciłaby z własnej woli sumę rzędu miesięcznej pensji na wspomaganie socjału gdzieś w Atenach? 

Jedyną metodą rabunku był demokratyczny kult szakala. Wmówienie wyznającym go osłom że skoro większość wybiera socjalistów to daje im przez to czek blanko na przyjmowanie w ich imieniu najbardziej absurdalnych zobowiązań. Socjaliści są wszędzie tacy sami. Wychodząc przed szereg polski minister finansów Rostowski też przecież zaoferował udział w ratowaniu Greków. Na szczęście można przypuszczać że był to jedynie blef nie będącej jeszcze w strefie euro Polski. Gdyby jednak EU go przyjęła to gest Rostowskiego obciążyłby przeciętną polską rodzinę sumą dużo większą niż socjaliści słowaccy próbowali to zrobić u siebie.

Socjalistyczna kamaryla w Brukseli chodzi teraz po suficie złorzecząc i odgrażając się Słowacji za łamanie tak zwanej euro solidarności. Ilustruje to jak w praktyce działać będzie euro imperium po przyjęciu układu lizbońskiego. Prowincje na gwizdek mają się teraz zrzucać gdy tylko centrala rozkaże. A rozkazać może z byle powodu, jak na przykład obecnie obawiając się że jej umoczone w greckie obligacje banki mogą paść. Socjaliści ratują więc kapitalistów rabując na to konto proletariat całej Europy.  Marx by na to nie wpadł.

Dawniej umoczone w toksyczne papiery banki niemieckie ratowane byłyby co najwyżej przez Niemców. Ich sprawa. Francuskie co najwyżej przez Francuzów. Nikt by nie bredził o euro solidatności używając jej za parawanik do wymuszeń danin od reszty. Ale w imperium którego samą racją bytu jest wykonywanie przez prowincje poleceń centrali jest to rzecz normalna. Wkrótce pomruki o łamaniu solidarności przejdą w formalne upomnienia a potem w sankcje. Taka jest konsekwencja scedowania do centrali atrybutów suwerennego państwa. Nie było jeszcze imperium w którym byłoby inaczej i nie po to tworzono euro imperium aby coś tu zmieniać.

Pani Iveta Radicova, premier Słowacji

Grecja powinna paść ponieważ na to zasługuje. Swoim padnięciem, z hukiem, trzaskiem i kurzem, wyświadczyłaby wielką przysługę milionom naokoło oferując   bezcenną lekcję.  Banki by zrozumiały że istnieje ryzyko że podatnik może ich kiedyś nie wyratować chroniąc przed plajtą. Że bank, jak każda kompania, to nie tylko jednokierunkowa autostrada do bonusów ale równie dobrze droga do bankructwa. Inwestorzy zrozumieliby że dług państwowy też nie jest bez ryzyka i że się można na nim zdrowo przejechać tak jak na każdym innym.  Rządy zrozumiałyby że zadłużanie się nie jest rodzajem ATM-u bez limitu wypłat. A Grecy, a za nimi reszta kontynentu, zrozumieliby do czego prowadzi socjał i rządy związkokracji.

Należy się obawiać że bez tego głośnego, widocznego dla wszystkich kolapsu Grecji nikt z problemów krajów PIIGS żadnych wniosków nie wyciągnie. Wręcz przeciwnie, każdy dalszy bailout  i każdy pakiet pomocowy zamiecie jedynie problemy pod dywan.  Każdy głębiej ugodzi w podstawy wolnego rynku. Każdy bardziej zdemoralizuje rządy i społeczeństwa. A każdy bailout  bogatszych przez uboższych zdemoralizuje je natomiast absolutnie.

————————–
dodane 25.08.2010:   Pani Radicova znowu wykazała nieprzeciętną ikrę – zażądała przeprosin parlamentu słowackiego przez komisarza EU Rehna uważając że go obraził.  I bardzo słusznie.  Bravo, Iveta!

©2010 dwagrosze.blogspot.com

Opublikowano w: EU, Europa wschodnia, kryzys.
Komentarze są wyłączone

Spokojny skansen

Skansenie spokojny, skansenie wesoły, który głos twej chwale zdoła – tak by pewnie zachwalał wieś polską dzisiaj Jan Kochanowski.  Zupełnie więc odwrotnie niż red. Joanna Solska w Gazecie Prawnej która najwyraźniej ma coś przeciwko skansenom. Na to wskazywałby artykuł Polski chłop żyje w skansenie,  wyrażający się o “skansenie rolnictwa polskiego” zdecydowanie pejoratywnie. 

Mimo niewątpliwych zalet zdrowego trybu życia w skansenie, takich jak łono natury, cisza, konie, czyste powietrze, brak pestycydów, korków itp. red. Solskiej nie podoba się ani skansen ani chłop. Najbardziej jednak martwi ją to że skansen wsi polskiej się cofa. Co w zasadzie nie powinno nikogo martwić ale raczej cieszyć ponieważ  skansen staje się w ten sposób skansenem bardziej autentycznym. Ponowne wprowadzenie lamp naftowych na przykład z całą pewnością nadałoby mu dodatkowego, niepowtarzalnego  kolorytu.

Ogromne pieniądze, jakie płyną z Brukseli i budżetu krajowego na polską wieś, nie doprowadziły do modernizacji rolnictwa – załamuje ręce red. Solska. W Polsce mieszka 18 proc. unijnych rolników którzy kontrolują 9 proc. unijnego areału ale udział polskiego rolnictwa w produkcji unijnej to tylko 5,7 proc. Niby na powierzchni się to zgadza. Ale przecież tak naprawdę to pieniądze płynące z Brukseli na polską wieś od samego początku nie były przeznaczone na żadną modernizację.  Przeznaczone były na rozdawnictwo strategiczne. 

Gdyby było inaczej to istniałby pewien związek między wyrzucanymi sumami a efektami modernizacyjnymi.  Tymczasem szmal z Brukseli leci nie w zależności od tony, kwintala czy korca ale od hektara. Masz tyle a tyle hektarów – otrzymujesz tyle a tyle dopłat, i część. Owszem, jeden pokos rocznie jest wymagany bo unia satelitą sprawdza czy chłopi nie zapomnieli jeszcze jak trzymać kosę.  Ale to wszystko. Modernizacji skansenu satelitarnie nikt nie monitoruje i nie taki zresztą miał być cel główny dopłat rolnych EU.

A jaki w takim razie miał być? Otóż było nim proste przekupienie chłopstwa polskiego aby zagłosowało “tak” za akcesem do unii. Chłop potęgą był i basta a na dodatek w odróżnieniu od miastowych zachował swój chłopski rozum. Bez niego referendum by nie przeszło. Chodziło mu przede wszystkim o spokojne zajęcie się pracą na własnym kawałku roli. O odczepienie się w końcu od terroru różnych ulepszaczy świata i ich eksperymentów, od pańszczyzny poczynając a na dostawach obowiązkowych i przymusowej kolektywizacji kończąc. Do unijnego kołchozu spieszno mu było tak mniej więcej jak do kołchozu za Józefa Stalina.

Jak tu więc takiego wstecznika przekonać do socjalizmu unijnego? A no, dać mu łapówkę. Patrz chłopie, batożył cię najpierw dziedzic, potem komunizm gwałcił cię kołchozami, zawsze pociągałeś za krótszy sznurek. No, chyba że był to sznurek do snopowiązałek którego w komunizmie w ogóle nie było… A tu przychodzi dobra unia i będzie ci płacić za to że jesteś chłopem na swoich własnych włościach. Nie potrzebujesz na nich nic robić, możesz od razu spokojnie zabrać się za urządzanie skansenu. Możesz leżeć na swojej pachnącej świeżej łące gapiąc się w niebo a unijny szmal będzie leciał i leciał. Wystarczy jeno skrobnąć ten jeden krzyżyk w referedum. No to chłop, nie w ciemię przecież bity, pokombinował trochę, stwierdził że mu się to opłaca,  i skrobnął wymagany krzyżyk w odpowiednim miejscu.

Oczywiście obok chłopa kombinowała także unia i kto kogo ostatecznie przekombinuje musi się jeszcze okazać. Unia wiedziała że oferowana przynęta musi być w ilości zapewniającej rezultat, tj pozytywny wynik referendum. Jednocześnie jednak aby nie zbankrutować żywieniem milionów chłopów na wschodzie jej dawka musiała być o wiele mniejsza niż dawana chłopom własnym.

Plan był sprytny – widać że ulągł się w tęgich głowach brukselskich biurokratów. Chłopi postawią krzyżyk a my wytrwamy jakoś przez parę pierwszych lat redukując w międzyczasie ostro ich pogłowie i zmieniając strukturę dopłat na rozsądniejszą. Potem zaś chłopów będzie już znacznie mniej a tych którzy się ostaną łatwiej będzie rozpieszczać ewentualnie wyższymi dopłatami o ile kiedykolwiek do nich dojdzie.

Wszystko wskazuje jednak na to że unia się w tych rachubach coś przeliczyła i że chłop polski ją przekombinował. Otóż chłopu polskiemu w skansenie najwyraźniej się podoba i ani myśli z niego wychodzić. I masz tu babo placek. O ile w nowo przyjętych krajach EU pogłowie chłopów udało się unii zredukować o 31% to w Polsce jest to tylko mizerne 11%. Wystąpił za to niezamierzony efekt szybkiego zmniejszania się pogłowia chłopów w Europie zachodniej skąd ubyło ich w tym samym czasie 17%. Zważywszy na i tak znikomy procent zatrudnionych tam w rolnictwie wydaje się to spadkiem znacznym.

Chłopi wychodzą na zachodzie z rolnictwa ponieważ ich dochody spadły o prawie 10%. Zupełnie inaczej niż u nas gdzie dzięki dopłatom unijnym dochody zatrudnionych w skansenie chłopów się więcej niż podwoiły. Czemu zatem miałby ktoś nawet myśleć o opuszczaniu przytulnego skansenu? Tylko li po to aby biurokratom w Brukseli zgodziły się gdzieś obliczenia? Chłop polski zawsze był przecież mocno przywiązany do roli na której przeżywał już kataklizmy dużo większe niż unia.  Co więcej,  z euro sceptyka stał się teraz zagorzałym zwolennikiem unii europejskiej. Byt określa świadomość – uczyli klasycy.

Nie znaczy to jednak aby niebo nad skansenem polskim było zupełnie bezchmurne. Heroiczne wysiłki chłopa polskiego aby inkasowaniem coraz wyższych dopłat przez olbrzymią liczbę uprawnionych rozłożyć finansowo unię natrafić mogą na opory po roku 2013. Kryzys mianowicie poważnie oziębił unijny entuzjazm do dalszego wyrzucania pieniędzy w błoto. Należy się więc liczyć z tym że po tym roku budżet rolny, stanowiący prawie połowę całego budżetu unii, zostanie mocno okrojony a tym samym przymknięty zostanie kurek z dopłatami z Brukseli.  Chłop zrobił już swoją dziejową robotę i może teraz odejść.

Kto będzie wtedy finansował skansen? Otóż większy udział w jego finansowaniu przypadnie z całą pewnością państwu, czyli m.in tobie, drogi czytelniku. Chyba że znalazłby się ktoś kto by się odważył zredukować  nakłady na skansen.  Szansa na to jest jednak niewielka.  Chłop na skansenie ciągle potęgą jest i basta.

©2010 dwagrosze.blogspot.com

Opublikowano w: Europa wschodnia, PL, polemiki.
Komentarze są wyłączone

Jadą wozy kolorowe

Opowiedzcie mi, Cyganie, jak tam u was jest
U nas wiele i niewiele, bo w sam raz
U nas czerwień, u nas zieleń, cień i blask
U nas błękit, u nas fiolet, u nas dole i niedole
Ale zawsze kolorowo jest wśród nas

I nie tylko kolorowo. Także i złodziejsko.

Proponujemy dla odmiany raz przestać się okłamywać. Dać sobie na chwilę spokój z polityczną poprawnością i dyrdymałkami o prawach mniejszości. Przybastować na moment z folklorem i nostalgią za wolnymi nomadami. Darować sobie też romantyzm dobrych Cyganów co to robią patelnie i ostrzą noże w ramach usług dla miejscowej ludności.

Jeżeli zwarta grupa etniczna obywateli Rumunii miesiącami koczuje gdzieś pod wiaduktem na autostradzie we Francji czy na skwerze w Cork w Irlandii nic oficjalnie nie robiąc coś to oznacza. Oznacza to że utrzymuje się z kradzieży i eurosocjalu, w tej kolejności. Nie może przecież być inaczej. No dobrze, dodajmy do tego jeszcze tradycyjne żebractwo czym zajmują się głównie panie Cyganki z licznym, świetnie wyszkolonym potomstwem.

Euro integracja, Schengen i otwarcie się kontynentu, wszystko to było bonusem dla wielu państw Europy wschodniej. Ich obywatele mogli bez przeszkód wyjechać na sachsy, zarobić i powrócić z bagażem nowych doświadczeń i zarobionych €€. Dla wschodnioeuropejskich Cyganów było to jednak dużo więcej – otwarcie bram raju. Koniec z żebraniem na mrozie, z dzieckiem na ręku, w pasażu podziemnym gdzieś w Warszawie. W dodatku przyzwoitego socjału także tu nie uświadczysz. Zimna Polska to nie kraje południa Europy, gdzie i socjał znacznie tłustszy, i portfele obywateli tłustsze. W dodatku pogoda o niebo lepsza, w której przynajmniej palce nie tracą czucia na mrozie. W niektórych przypadkach szczególnie obfity socjał, pompowany cudem gospodarczym jak u celtyckiego tygrysa Irlandii, brał nawet górę nad ciepłym klimatem.

A więc żyć nie umierać. I ruszyły tedy cygańskie tabory, z Transylvanii i innych egzotycznych miejsc, na zachód.  Wczesne średniowiecze, w przechodzonych przyczepach campingowych, wybrało się na wycieczkę w XXI wiek.

Zawsze nas ciekawiło jak długo ta wycieczka potrwa. Jak długo społeczeństwa zachodu będą w imię euro harmonii to średniowiecze finansować i tolerować na swoich ulicach kradnących i żebrających egzotycznych nomadów. Bo to że wycieczka ta kiedyś się zakończy nie ulegało raczej wątpliwości. Wynika to choćby z tego że kończy się powoli socjał obficie smarujący tryby “praw mniejszości” pod które cygaństwo podpada. A gdy się skończy miejscowe społeczeństwa zorientują się że one także mają swoje prawa. W tym prawo do wzięcia rzeczy we własne ręce, do chronienia swojej własności i do wyrzucenia uciążliwych przybyszy z powrotem do domu.

Wszystko wskazuje na to że punkt taki osiągnęła właśnie Francja, przy czym inicjatywa wyszła w tym przypadku nawet odgórnie. O prezydencie Sarkozym nie mamy tutaj specjalnie dobrego zdania uważając go za politycznego błazna z ciągotami socjalistycznymi. Okazuje się jednak że nawet socjalistyczne błazny miewają czasem dobre pomysły. Oto właśnie rząd w Paryżu zapowiedział likwidację nielegalnych obozów Romów i odesłanie ich do Rumunii i Bułgarii. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ogłosiło tam że w ciągu trzech lat zlikwiduje połowę (!) nielegalnych obozowisk nomadów. Kiedy zlikwiduje resztę nie podano ale można się spodziewać że i reszta długo miejsca nie zagrzeje.

Chodzi o obozy i squaty, w sumie około 300 takich miejsc – wyjaśnił szef francuskiego MSW Hortefeux na specjalnej konferencji w tej sprawie zorganizowanej przez Sarkozy’ego. Minister Hortefeux zapowiedział szybkie odesłanie do Rumunii i Bułgarii wszystkich Romów, którzy popełnili wykroczenia przeciw porządkowi publicznemu. Władze skarbowe mają z kolei wyznaczyć dziesięciu (!) inspektorów którzy kontrolować będą źródła dochodów (!) mieszkańców obozów… Według oficjalnych danych we Francji żyje około 400 tys. osób określanych urzędowym terminem „ludzi podróży”…

Ach, zawsze podziwialiśmy tę elegancję z lekkim odcieniem ironii z jaką Francuzi podchodzą do życia. Już widzimy francuskiego inspektora skarbowego indagującego rumuńskiego Roma: Cyganie, przestań wreszcie cyganić i ujawnij skąd to ukradłeś… ;-) . Nie docenialiśmy tylko humoru w wykonaniu rumuńskim i bułgarskim. Okazuje się że oba państwa wyślą w związku z tym, w celu dalej niezupełnie jasnym, po 10 policjantów na wycieczkę do Paryża.

Zgodnie z przewidywaniami plany rządu francuskiego wzbudzają wycia sprzeciwu tych jeszcze nie okradzionych oraz tych którzy z cygańskich slumsów pod wiaduktami nie są w stanie wyciągnąć żadnych praktycznych wniosków. Z urzędu oburzeni są oczywiście politycy socjalistycznej opozycji oraz tzw. obrońcy praw mniejszości. Mamy do czynienia z rasową stygmatyzacją – grzmi D.Sopo, szef organizacji SOS Racisme. Cyganie są w Rumunii dyskryminowani i dlatego przyjeżdżają do Francji – udowadnia politolog D.Moisi.

Niech sobie grzmią i udowadniają. Demokracja najwidoczniej tak już ogłupiła społeczeństwo iż większość zapomniała że jest w teorii przynajmniej gospodarzem we własnym domu i że jej także przysługują pewne prawa.

————————————
dodane 30.07.2010:  drogi czytelnik podrzuca tutaj relewantny materiał o Cyganach na Słowacji. Wpis nie wnika  w to jak Cyganie żyją u siebie.  Kwestionuje jedynie zachodnią praktykę traktowania Cyganów napływających z Europy wschodniej jako egzotycznej  migracji  etnicznej, zwłaszcza zabarwionej podtekstem „prześladowań”.  Nikt Cyganom rumuńskim czy węgierskim nie odmawia prawa do podjęcia bona fide pracy i dostosowania się do miejscowych warunków na Zachodzie.  Bez tego jednak twierdzimy że cygaństwo wschodnio- europejskie   na Zachodzie jest głównie złodziejstwem i żebractwem na gościnnych występach, połączonym z żerowaniem na miejscowym socjalu.  Państwa europejskie mają pełne prawo odesłać uciążliwych przybyszy do domu zanim zachodnie dzielnice będą wyglądały tak jak ta w Koszycach.  Warto dodać że nic z tego co cygańscy mieszkańcy zrobili ze swoją dzielnicą Lunik IX w Koszycach nie jest stricte nielegalne.  Warto jednak mieć na uwadze także prawa mieszkańców sąsiednich dzielnic którzy mogą nie życzyć sobie takiego sąsiedztwa. Nie ma to wiele wspólnego z „prawami mniejszości” na które wielu obrońców cygaństwa się powołuje. 
 
dodane 31.07.2010: Inny drogi czytelnik podrzuca tutaj inny relewantny materiał, tym razem o rumuńskich Cyganach w Hiszpanii.  Ten filmik jest must-see dla tych wszystkich którzy zasłaniają się prawami mniejszości, libertarianizmem,  tolerancją czy też rzekomym prześladowaniem biednych Cyganów. 

 2010 dwagrosze.blogspot.com

Opublikowano w: EU, Europa wschodnia.
Komentarze są wyłączone

Węgierski gulasz

Są zasadniczo dwa sposoby na zrujnowanie kraju. Pierwszym z nich jest wojna. Drugim jest socjalizm. Węgrzy do kompletnej ruiny dotarli po ośmiu latach rządów socjalistów. 
Dług sektora finansów publicznych siega 80% GDP (w PL dla porównaniania nieco ponad 50%) a zadłużenie zagraniczne wynosi 111% GDP (w PL 63%). Oznacza to mniej więcej tyle że polski socjał ma jeszcze pewien dystans do pokonania zanim rąbnie o ścianę.
Socjał węgierski natomiast już rąbnął i ulega właśnie widowiskowej dezintegracji. Do niewdzięcznego zadania posprzatania po socjalizmie wybrany został na Węgrzech rząd Victora Orbana. Działający od kwietnia rząd, skoro już porównujemy do Polski, ma dwie rzeczy których nie ma rząd Tuska: jaja i wizję. Obie rzeczy w ostrym deficycie w przypadku państw tonących pod ciężarem długów i jak tonący brzytwy rozpaczliwie chwytających się wątpliwych recept którymi szantażują  je IMF i EU.
Rząd Orbana jest przygotowany na konieczne zaciskanie pasa i szeroką redukcję socjału na całej linii. Chce to jednak robić z głową a nie zamiast zaciskania pasa socjałowi zacisnąć sobię pętlę na szyi, czego wymaga rutynowo IMF. Nie dziw więc że zerwanie ostatnio negocjacji z IMF wymagało pewnej odwagi i zdeterminowania. Wbrew tzw. rynkom finansowym które skarciły za to nieposłuszeństwo forinta widzimy węgierską decyzję w perspektywie jako mistrzowski ruch, nadający właściwy ton przyszłym negocjacjom. Jesienią strony się najpewniej dogadają, ale już na bardziej realistycznych warunkach.
Orban również oburzył unię europejską, zawsze jak wiadomo pierwszą we wspieraniu oszczędności, przystrzygając wynoszącą pół miliona dolarów rocznie pensję prezesa banku centralnego Simora. Dotychczas Bruksela nie wyszła z żadnym rozsądnym uzasadnieniem czemu prezes banku centralnego niewielkich Węgier ma dalej cieszyć się pensją 2X większą niż Bernanke z FEDu. Najwidoczniej kryzys kryzysem ale europejskie świete krowy mają być z niego wyłączone.
Jeszcze bardziej oburzają Brukselę węgierskie propozycje przystrzyżenia tłustych kotów bankowych specjalnym podatkiem. Wychodzenie z kryzysu jak najbardziej. Pod warunkiem jednak że to cała reszta a nie banki za to mają płacić. To że Orban odważnie przycina jednocześnie pensje pracowników firm i instytucji państwowych o 15 % najwidoczniej się nie liczy. Niewykluczone że podatek od banków stanowił właśnie główny punkt niezgody w negocjacjach z IMF i EU.
Ciężka do przełknięcia dla Brukseli jest też sama koncepcja reform Orbana polegająca na połączeniu cięć w wydatkach z obniżkami podatków. Pojęcie obniżki podaktów jest w unii europejskiej nieznane i przypomina trochę pojawienie się UFO – biurokraci patrzą na to ze strachem i niedowierzaniem. Preferowanym przez socjalistów kursem jest zawsze opodatkowanie wszystkiego na śmierć i wykończenie przez to gospodarki.  Operacja zawsze się udaje – zanim rzecz ostatecznie klapnie przez pewien czas wyższe podatki wskazują w kalkulatorach na wyższe dochody i redukcję deficytów na papierze.
Wbrew tym brukselskim receptom Orban nie chce wykończyć gospodarki Węgier. Obiecuje obywatelom że za najdalej 2 lata będą płacili 16% podatek liniowy od dochodów osobistych. To czy liniowy podatek Orbana zakończy się tak jak liniowy podatek Tuska pozostaje sprawą otwartą. Dajemy mu jednak więcej szans bo w odróżnieniu od Tuska Orban wydaje się autentycznym reformatorem a socjał wegierski jest w stanie autentycznego rozkładu i nie ma nic do stracenia. Populacja wydaje się dostatecznie zmęczona socjałem i ostatecznie pozbawiona złudzeń. Podatek od małych i średnich firm ma również zostać zmniejszony z 19% do 10%, co też może służyć jako mała sugestia dla nas.
Nie widzimy jednak ani premiera Tuska ani jego najlepszego ministra finansów w Europie, stających na bacznośc na każdy gwizdek z Brukseli, sposobnych do takiego gambitu. Polska wersja zaciskania pasa, której spodziewać się możemy jesienią, polegać więc będzie najpewniej na sprawdzonym socjalistycznym podwyższaniu podatków gdzie się da. Na przykład do 3×15 = 45%. 

©2010 dwagrosze.blogspot.com

Opublikowano w: EU, Europa wschodnia, folklor.
Komentarze są wyłączone