Biorąc lewa poważnie
8 października, 2010 — smootnyclownWracając do tematu. Nie będzie chyba nietaktem moja teza, że etyka jest, nazwijmy to, zjawiskiem społecznym. Ja wiem, że wiele osób zaraz mi się tutaj zbuntuje i wyskoczy z jakąś „etyką Robinsona Crusoe”, no ale nie róbmy sobie jaj. W przypadku Robinsona Crusoe, przyjmijmy urojenia Rothbarda w tym temacie, przynajmniej chwilowo, możemy mówić co najwyżej o przekonaniach, ew. o odczuciach. Działania Robinsona możemy oceniać moralnie dopiero w momencie, gdy wprowadzimy drugą osobę, z którą dzieliłby współżycie. Tak samo, jak prawo własności jest kategorią społeczną, tak samo kategorią społeczną jest etyka.
To podstawy. Fundamenty. Społeczność, nie jednostka. Człowiek, jako zwierzę społeczne, zoon politicon (a co!), swoje życie rozpatruje w kontekście określonych wspólnot. Mimo jako takiego zindywidualizowania społeczeństw zachodnich, to jednak społeczności są naszym środowiskiem naturalnym. Nie ma się co oszukiwać. Dyskurs etyczny jest więc osadzony w społecznym kontekście. Nie ma co prezentować tego, jako prosty wpływ innych na nas, to nie tak. Nie ma też co przeginać w drugą stronę, jak to się nieraz może wydawać, że nasz kontekst nie wpływa na nas samych. Z pewnością mamy tutaj do czynienia z obustronnym przepływem idei.
Może teraz z innej mańki. Zastanawialiście się kiedyś, czy etyka jest zjawiskiem inkluzywnym, czy ekskluzywnym? Sprawa niby prosta, nie? Ponieważ etyka jest społeczna, no to inkluzywna – w końcu gdy ktoś się rodzi (a nawet gdy nie zdąży się jeszcze urodzić), stosujemy wobec niego takie same standardy etyczne, jak wobec umierającego. Łysy, rudy, blondyn, brunet, z penisem, z cyckami, wysoki, niski, mądry, głupi, biskup, pastor, rabin, mułła, czarny, biały, żółty – wobec wszystkich kategorii ludzi stosujemy takie same standardy (może poza różnymi bandami bezmózgów, ale nimi się nie zamierzam zajmować*). Przyznał to zresztą nawet Rothbard, twierdząc, że prawa
w jednakowym stopniu przysługują neandertalczykowi z jaskini, współczesnemu mieszkańcowi Kalkuty i obywatelowi dzisiejszych Stanów Zjednoczonych.**
Jednak z tą inkluzywnością tak do końca prosto nie jest. No bo niby taki mały, taki duży może podmiotem być, no ale to jednak cały czas tylko człowiek. Rothbard sam to zresztą przyznaje, mówiąc, że etyka może być odnoszona tylko do działań jednego człowieka lub grupy ludzie wobec innych istot ludzkich***. Mamy tutaj więc do czynienia z inkluzywnością wewnątrzgatunkową, ale ekskluzywnością międzygatunkową. By ująć rzecz najszerzej, jak można, odróżniamy człowieka od reszty istot żywych.
Oznacza to, że naszym zdaniem dziesięcionogi, szympansy i małże mają istotne cechy wspólne, których nie dzielą z nami, brak im natomiast cech, które tylko my mamy****.
Rothbard mówi nam, że chodzi o zakorzenione w ludzkiej naturze
zdolności jednostki do dokonywania świadomego wyboru, konieczności używania rozumu i energii do ustanawiania celów i wartości, do uczenia się świata, dążenia do określonych celów po to, by przetrwać i rozwijać się, w zdolności i potrzebie komunikowania się i wchodzenia w interakcje z innymi ludźmi oraz w uczestniczeniu w podziale pracy. Ujmując rzecz krótko, człowiek jest rozumnym i społecznym zwierzęciem*****.
Jako szympans o bardzo małym rozumku w zasadzie tylko z tym podziałem pracy musiałbym się zastanowić, czy nie występuje u zwierząt. Z drugiej strony, warto byłoby się zastanowić, czy każdy warunek spełnia, sklasyfikowany przez Rothbarda do ludzi, neandertalczyk z jaskini******. Fundamenty, na których Rothbard stara się oprzeć swoje stanowisko są w najlepszym razie wątpliwe, dużo skuteczniejsze byłoby oparcie się na jakiejś formie kultury. Zgodnie z definicją, którą ongiś usłyszałem, kulturą jest wszystko, co nie jest naturą. Jeżeli tak byśmy kulturę rozpatrywali, to każde przekształcenie natury możemy uznać za dzieło ludzkie, a więc i jego twórcę – za człowieka. Za człowieka, czyli za podmiot ludzkiej etyki. Wyobraźmy sobie dyskusję Rothbarda z Diamondem na temat różnic między zwierzęciem a człowiekiem. W pewnym momencie Diamond z pewnością by powiedział, że Rothbard uważa,
że małpy są „zwierzętami, a ludzie są ludźmi, i tyle. Kodeks etyczny dotyczący traktowania ludzi nie powinien być rozszerzany na „zwierzęta”, bez względu na to, w jakim stopniu ich i nasze geny są podobne, bez względu na to, jaka jest ich zdolność do utrzymywania stosunków społecznych i do odczuwania bólu. Jest to odpowiedź arbitralna, ale przynajmniej konsekwentna i nie można jej łatwo odrzucić*******.
Rothbard z pewnością by się obruszył na takie stawianie sprawy. Nie chodzi przecież o żadne konsekwentne trzymanie się swojej bezpiecznej pozycji, ale o racjonalną analizę natury człowieka i wszechświata********. Na gruncie tejże racjonalnej analizy, cokolwiek ona znaczy, możemy też odkryć, że nasze DNA jest zgodne z DNA szympansów w ponad 98%, w niemal takim samym stopniu zbliżone DNA mamy z gorylami. Wyglądamy jak małpy, zniknęło nam (przynajmniej niektórym) owłosienie na całym ciele, i tak dalej, i tak dalej. Naga małpa, naked ape. Ale też killer ape, małpa zabójcza. Pochodzimy od małpy. Nie znaczy to, że jesteśmy z małpami identyczni. Nie, nie jesteśmy. Ale nie znaczy też, że nie mamy z nimi nic wspólnego.
Wnioski. W różnych czasach ludzie w różne rzeczy wierzyli. Kiedyś wierzyli, że król to boski namiestnik. Później wierzyli na przykład, że owady rodzą się z błota. Po prostu. Jest błoto – są owady. Wierzyli też w różne pierdoły, jak na przykład to, że wybory są po to, żeby rządzący się nas słuchali. A, w to to ludzie wierzą do tej pory. Kiedyś może uwierzą, że w środku Ziemi żyje sobie wielki troll z uniwersalnym magnesem, który przyciąga wszystkie przedmioty. Tzw. prawo grawitacji. Ale spokojnie, już wkrótce… Czy wiecie, wracając do tematu, że spośród wszystkich dużych małp, czy jak by tu sklasyfikować goryle i szympansy, ludzie mają największe jaja? Gdy mówię „jaja”, mam tutaj na myśli penisy, bo akurat jaja największe ma szympans. Zdaję sobie sprawę, że niektórych takie rozważania mogą peszyć. Że te małpy, że te penisy. Rozumiem. Dlatego postanowiłem wam wyjść naprzeciw. Człowiek pochodzi od małpy. Małpy mają małe penisy. Ludzie mają – stosunkowo – duże penisy. Ponieważ rzeczą powszechnie wiadomą jest, że czarni mają penisy największe, wnioski, do jakich doszedłem muszą być poprawne. Otóż drogą racjonalnej analizy natury człowieka i wszechświata, doszedłem do wniosku, że człowiek biały pochodzi od małpy, czarny natomiast został stworzony na obraz i podobieństwo Boga*********.
* Z przyjemnością odsyłam w tej kwestii do Etyki Badiou, s. 79 i nast.
** O nową wolność, s. 177.
*** Etyka wolności, s. 262; również: Prawa zwierząt na Liberalis.pl.
**** Diamond, Trzeci szympans, s. 15.
***** Etyka wolności, s. 261.
****** Por. opis neandertalczyków w Trzecim szympansie, s. 64- 86.
******* Trzeci szympans, s. 30 i nast.
******** Etyka wolności, s. 261.
********* Z tym penisem, Bogiem i obrazem, to proszę nie brać tego do siebie. Takie są fakty.

