Sztuka naprawiania
17 listopada, 2010 — qatrykSwego czasu napisałem już tekst o tym, że w dzisiejszych czasach palacz znaczy podgatunek. Świetnie to moje niegdysiejsze twierdzenie uzupełnia cytat z tekstu Tomasza Gabiś “Antytytoniowi fanatycy” (który bardzo polecam) który w ostatnich dniach został zalinkowany w kilku miejscach (np u Maćka Miąsika) w których bywam:
Smoker is the nigger of this world, z pewnym patosem stwierdza Hitt. Rasista mówił kiedyś: „śmierdzisz czarnuchu”, antytytoniowiec mówi dzisiaj: „śmierdzisz palaczu”; do restauracji czarnuchom wstęp wzbroniony, do restauracji palaczom wstęp wzbroniony, czarnuchu przejdź na tył autobusu, palaczu nie wejdziesz do tego autobusu, czarnuchy są niebezpieczne, palacze są niebezpieczni, czarnuchów sobie nie życzymy, palaczy sobie nie życzymy, czarnuch jest głupi, palacz jest głupi – dokładnie ten sam mechanizm, taka sama, przymusowa, wprowadzona siłą państwa segregacja – był rasizm, jest „smokeryzm”.
Zostawmy ideologiczne pleplanie o tym, że niezdrowo, że śmierdzi, że bierne palenie, itd. Nikt bowiem przy zdrowych zmysłach nie będzie kwestionował tego że dla jednego coś może pachnieć a dla innego śmierdzieć. Ot taki los bycia człowiekiem i całe piękno, że lubimy różne rzeczy a subiektywność postrzegania rzeczywistości czyni nas różnymi co nad wyraz wielkim wielbicielom unifikacji się nie podoba. Spór jak spór – dawno pogodziłem się z tym, że nie warto walczyć z fanatykami “wiedzenialepiejjaknależyżyć” a i to, że świat ma w głębokim poważaniu formę jaką wybieram dla odczuwania przyjemności próbując mi narzucić swoje jedynie słuszne (uprawiaj sport, dobrze się odżywiaj, płać zus bo na starość nie będziesz miał za co jeść, kup telewizor, oglądaj, konsumuj to co uznamy za legalne i bezpieczne etc) jest mało istotne.
Wielce mnie jednak frasuje zawsze alogiczność i niekonsekwencja wiedzących lepiej. Być może układanie świata, tworzenie raju na ziemi nie jest procesem na tyle łatwym aby wszystko załatwić za jednym zamachem. Oczywiście są ludzie których wizja sięga daleko, daleko i od dawna wiedzą, że jedyną słuszną droga jest uspołecznienie wszystkiego. Co to w ogóle za świat w którym jakiś pożal się boże kapitalista posiada na własność lokal i nie dość że wyzyskuje w nim kelnerki, to na dodatek ustala jakich klientów będzie obsługiwał, co o trwogo będzie tym klientom podawał, oraz w jakich warunkach. Tacy ludzie, dumnie nazywający sie komunistami, są jednak w mniejszości pogardzanej przez zwykłych idących na zgniłe kompromisy socjaldemokratów.
Ot najlepszy przykład mój sympatyczny kolega Galopujący Major. Otóż fenomen Majora i lewicy jako takiej polega na tym, że dbając o moje bezpieczeństwo (już tu i śmieszno i straszno – Majorze czy powinieniem mówic do Ciebie Tato na wzór innej grupy mędrców świata tego którzy bardzo lubią gdy mówi się do nich ojcze?) skupiają się jedynie na niewielkiej liczbie jego aspektów. Co więcej są w stanie łączyć wodę z ogniem uznając np. że taki wyzyskujący kapitalista, ni mniej ni więcej molestujący zapewne kelnerki może i owszem ustalić menu dla swoich klientów (choć oczywiście proces przygotowania potrawy powinien przebiegać pod czujnym okiem kontrolera z sanepidu), może a i owszem kontrolować wilgotność powietrza i temperaturę w lokalu, bądź dać mi do rąk, tu uwaga rzecz drastyczna, metalowe sztućce ale już tego czy ktoś u niego pali w lokalu czy też nie ustalić nie może. Nie może bo z dużym prawdopodobieństwem palenie nie tylko wszystkim bez wyjątku smierdzi, ale przede wszystkim zagraża życiu. A wszystko zaczyna się od takiej mniej więcej logiki: jest tak, że skoro prawdopodobieństwo wystąpienia danej sytuacji jest dajmy na to 1 do miliona oznacza to, jak powiedział bohater „Głupiego i głupszego”, że są szanse. Skoro są szanse każdy socjaldemokrata będzie wiedział, że w takim wypadku nie można igrać z rzeczywistością i trzeba oddać kontrolę nad danym aspektem życia człowieka w ręce osoby kompetentnej która zatroszczy się o to aby nic nam się złego nie stało.
Wszystko to obraca się wokoło tego jak wiele odpowiedzialności można zostawić w rękach ludzi? Skutki społeczne pozostawienia pełnej odpowiedzialności w rękach ludzi są tak oczywiste, że nie ma kompletnie sensu tu o tym dyskutować. Wiadomo przecież że jeżeli da się ludziom dostęp do broni to się powystrzelają, jeżeli przyzwoli im się na narkotyki to będą wszyscy bezproduktywnie chodzili naćpani, a jak ktoś naćpany to wiadomo że prędzej czy później dojdzie do tragedii i dajmy na to horda ćpunów zgwałci i pokuje strzykawką jakąś niewinną ciężarną kobietę (choć skoro wszyscy by ćpali to wkrada mi sie jakiś dysonans z tą “czystą” ciężarną). Wiadomo, że jak ktoś nie zda egzaminu z kierowania autem to auta prowadzić nie umie i śmiertelnym byłby zagrożeniem podróżując po społecznych szosach bez tego jakże ważnego dokumentu jakim jest prawo jazdy. Wiadomo, że własność to jakaś idiotyczna koncepcja którą trzeba kontrolować bo co to za świat w którym ktoś może ściąć na swej własności społecznie very important drzewo, wybudować dom bez projektu kompetentnego architekta który ma zaświadczenie państwa że dom zaprojektować umie.
A juz najgorsze gdy z własności jakiejś kapitalistycznej świni mieliby korzystać postronni ludzie. “Wiedzącylepiej” w typie Majora oczywiście wiedzą że kapitalista w swym dążeniu do zysku najpewniej wybuduje halę oszczędzając na wspornikach co poskutkuje zawaleniem się hali, podłączy gaz do domu mieszkalnego w którym wyzyskuje biednych lokatorów tak, że prędzej czy później ten dom wybuchnie a przynajmniej ci biedni lokatorzy potrują się i tak dalej i tak dalej.
W konsekwencji wiadomym jest, że skoro własność do której właściciel zaprasza osoby postronne, najpewniej biedaków których chce wyzyskać, staje się przestrzenią publiczną, to zadbanie o zdrowie i bezpieczeństwo osób które samodzielnie decydują sie na przebywanie w tej przestrzenni winno być priorytetem.
Dobra, kurde dość tych sarkazmów.
Major próbuje udowadniać jak to niby ograniczenie wpłynie pobudzający sposób na obroty pubów. Teza dość karkołomna zważywszy ile pubów pozamykano w takich krajach jak Anglia czy Irlandia po wprowadzeniu zakazu.
Ale podoba mi się to tłumaczenie. Podoba mi się bo w kontekście czytanego właśnie przeze mnie „Atlasa Zbuntowanego” (o którym mam zamiar napisać większą notkę gdy skończę) stanowi bardzo ładny przykład na to w jaki sposób usprawiedliwiając mało istotne i niewielkie naruszenie własności i wolności dążymy do tego aby wrócić do epoki kamienia łupanego. Tu kilka pubów zbankrutuje, tam kilka restauracji będzie miało tyci mniejszy dochód. Ktoś tam trochę zyska bo się dobrze ustawi. Inną ustawą załatwi się w obrębie zupełnie innej dziedziny też jakąś regulację która np. sprawi, że dziwnym trafem prowadzenie działalności będzie opłacało się jedynie osobie o nazwisku brzmiącym tak samo jak nazwisko jakiegoś ministra. W kolejnej dziedzinie ustanowi się dajmy na to minimalna liczbę lekarzy jacy muszą przypadać w prywatnej placówce na iluś tam pacjentów co poskutkuje stworzeniem kolejnej bariery wejścia dla przedsiębiorcy i zwiększeniem progu rentowności. Dziesiątki, setki, tysiące takich rozporządzeń, uchwał, regulacji. A potem jakoś wszyscy się zaczynają dziwić, że a to ktoś umarł choć miał zwykły katar, a to ktoś nie dojechał bo się pociąg wykoleił, a to na telewizor nas nowy nie stać albo wręcz chleb bo pracodawca musiał wydać nasza pensje na super ekstra niezbędne badanie czegoś tam wymagane przez urząd do tego i owego po to aby oczywiście zapewnić pracownikom bezpieczeństwo – ewentualnie pozbyć się iluś tam klientów bo społeczeństwo uznało ich za nie przystosowanych którym należy sie kara.
Rozumiem wściekłość niepalących w typie Wojtek Orliński. Też nie lubię jak mi śmierdzi gównem. Tyle, że ja staram się w miejscach gdzie mi śmierdzi nie bywać. A gdy w miejscach tych czekają mnie niesamowitości świata smród staje się mało istotny (polecam wyprawę na wulkan).
Czy świat byłby lepszy gdyby ludzie nie palili, nie pili, odżywiali się zdrowo i miziali się po noskach? Pewnie tak. Tyle że ta słuszność jest moją subiektywną koncepcją. Narzucanie jej innym budzi moją odrazę. Dyktowanie komuś jak ma żyć, jak ma się zachowywać dopóki mogę odwrócić się i nie mieć ze zjawiskiem do czynienia budzi moją odrazę.
Naprawianie świata świadczy jedynie o miałkości życia naprawiacza. To musi być bardzo smutne i nudne życie skoro naprawiacz musi zajmować się życiem innych. Troskę o cudzy los uważam za wyraz frustracji, problemów psychicznych i kompleks małego penisa rekompensowany satysfakcją z wydawania zakazów lub nakazów innym. Rzeczywistość jest jednak taka że penisy Wam moi drodzy naprawiacze od tego nie urosną. Bardzo państwu współczuję i polecam choć raz w życiu zrobić coś tylko dla siebie. Ewentualnie pozbyć się hipokryzji i powalczyć, tak realnie o to aby w Afryce dzieci nie miały opuchlizny głodowej zamiast uciszać wyrzuty sumienia z powodu przeciekanie życia przez palce totalniackim narzucaniem innym swej jedynie słusznej koncepcji rzeczywistości twierdząc potem że coś dobrego się dla społeczeństwa zrobiło. Choćby i samym faktem oddania głosu za odebraniem komuś radości z śmierdzącego i śmiercionośnego peta.

