Sala samobój(c)ów

Żeby nie było, ostrzegam na samym wstępie. Cały poniższy tekst to będzie spoiler. Obejrzałem ostatnio „Salę samobójców”, film w reżyserii Jana Komasy. Film bardzo nagłośniony, bardzo rozchwalony i bardzo istotny. Jeżeli więc ktoś z moich czytelników nie widział tego filmu, a by chciał, może opuścić tę notkę i sobie przejrzeć w tym czasie archiwum. Jeżeli ktoś nie oglądał tego filmu, a przed obejrzeniem chciałby się czegoś dowiedzieć, mogę mu w tym pomóc. Niech mnie jednak później nie wini (i tu być może przeceniam swój wpływ), że go przekonałem do mojego zdania. Jeżeli zaś już ten film widzieliście, możemy sobie o nim podyskutować, jak równy z równiejszym. Sami sobie możecie wybrać, kto będzie kim.
Zacznijmy może szyderą. Wyguglajcie sobie źródło tego komentarza:
Film rewelacyjny i godny podziwu.Dała bym za niego nobla. A dziwne jest to że to polski film ale BOSKI <33333333333
POLECAMMMMMMM!!!!!
Niezły, nie? Nie dość, że jakaś cipa „dała by za niego nobla” (NOBLA, noż kurwa, NOBLA!), to jeszcze najebała jakiś znaczek mniejszości i później 33333trzytrzyrzyrzy. Dżizas fakin krajst, brak mi słów. 
Dobra, może skupmy się na bardziej istotnych rzeczach. Film, oparty na scenariuszu Jana Komasy, reżysera, opowiada historię chłopaczka, 19-latka, który za kilka miesięcy ma zdawać maturę. Zaczynamy na studniówce, gdzie chłopcy i dziewczynki tańczą walczyka, żłopią piwko, jarają blanty i opowiadają, jacy to są trendi_dżezi_kul. Jakaś cipa chwali się, że się przespała z psiapsiółą i sobie opowiadają, kto jakie minety strzela. Potem dwie laski zapuszczają sobie ślimaki, no a potem dwóch chłopaczków robi to samo. Jednym z tych chłopaczków jest nasz główny bohater, Dominik. No i się zaczyna. Chwali się tym na fejsie i aż 6kilka osób „lubi to”. Dominik się troszkę pogubił, zaczął się zastanawiać, czy aby przypadkiem nie jest gejem i tak dalej. A kilka dni później na lekcji w-f, gdy ćwiczyli dżudo, naszych dwóch kochanków się, że tak powiem, zwarło, no i sprawa stała się jasna. Dominik nie dość, że przegrał, to jeszcze pod tym drugim chłopaczkiem spuścił się w spodnie. Później już standard, znowu masa osób na fejsie to „zalajkowała”, a Kuba poczuł się nienormalny. Jego mamusia, kobieta zdecydowanie z jajami, która na wszystko miała przygotowaną ripostę, niczym mistrz błyskotliwej i szybkiej riposty, jedyne co była w stanie powiedzieć, gdy usłyszała o homoseksualnych skłonnościach synka (który postanowił zademonstrować je rodzicom w obecności Pana Ministra, liżąc się z gipsowym popiersiem Marka Aureliusza, czy innego imperatora), to „w dupach wam się poprzerwacało”. 
Wyszło mi zdanie wielokrotnie złożone i, chociaż wierzę w inteligencję moich czytelników, postaram się to teraz uprościć. Otóż Pan Minister wraz z żoną i córką, zaprosił rodziców Dominika do opery. Po operze rodzice się zgadali, że może Dominik by kiedyś się wybrał sam na sam z córcią Pana Ministra, na balet, czy coś (bo córcia Pana Ministra to baletnica). Wtedy Dominik, że on chętnie, ale jest problem, bo jest gejem. No i to zademonstrował. Trudno powiedzieć, kim są rodzice Dominika – nie wyłapałem, gdzie pracuje jego matka, a ojciec, początkowo „starający się o posadę w ministerstwie”, w kilka dni później (po tak wielkim faux pas synka) już pracę w ministerstwie ma. No i ma jeszcze jakąś formę psychozy maniakalno-depresyjnej. W domu trzyma broń, żona paralizator, synka wszędzie wozi kierowca, żeby nie musiał jeździć autobusami, alarmy, pomoce domowe itd. I pewnego razu, po lekcji judo, Dominik postanawia na złość rodzicom pojechać do domu autobusem. Zaczepia tam grupkę chłopaczków, którzy sobie słuchają głośno techno i dostaje taki wpierdol, że aż lekarzowi musiało się przykro zrobić. Ale co ciekawe, po takim wpierdolu, jedyny uszczerbek na zdrowiu, to zadrapanie pod okiem. Nieważne. W następnych kilka dni Dominik nie chodzi do szkoły i tatuś mu na to pozwala, Dominik wkaracza do virtual reality typu Sala Samobójców, gdzieś tam po drodze się tnie, ląduje w psychiatryku, zamyka się w pokoju i nie chce wyjść i bla, bla, bla, ostatecznie popełnia samobójstwo. 
W filmie jest tyle wątków, które osobno można by rozwinąć do kilku pełnometrażowych filmów. Aktorsko film jest w porządku. A jednak coś tu jest nie tak. O co chodzi? Nie wiem, może problemem jest to, że tyle pochwał się nasłuchałem na temat tego obrazu, że nie sprostał on mojemu wyobrażeniu. Być może. Ale prawda jest taka, że ten film TO JEST GNIOT. To jest że_na_da. To jest sztampa (sceny przemierzania korytarzy szkolnych w kurtce, ze słuchawkami na uszach, z muzyką rockową są amerykańską kalką, typu „Szkoła uczuć”, albo co tam jeszcze nastolatki kochają), to jest bełkot, to jest absurd i groteska. Rodzina z wyższej klasy średnio-urzędniczej, gdzie wszyscy wszystko mają i brakuje im tylko, buuuuu:(((nawiasnawias, miłości i akceptacji, a oni są tacy wrażliwi. 
Zerknąłem sobie do filmwebu, w celu obadania tego filmu i zobaczyłem, że jest sklasyfikowany, jako thriller. Nie wiem, czy to thriller, czy obyczaj, ale ja nie mogłem się pozbierać ze śmiechu, kiedy tylko na scenie pojawiał się tatuś, grany przez Krzysztofa Pieczyńskiego. Aż płakałem ze śmiechu. Obawiam się jednak, że nie było to zamierzone. 
Rozumiem, że jest to ważny polski film, film, poruszający trudny temat próby najpierw samoakceptacji, a później akceptacji społecznej przez Dominika, osobę, która jest zagubiona, bo nie wie tak naprawdę, kim jest. Ten wątek naprawdę ma potencjał. Tylko co, do kurwy nędzy, ma do tego virtual reality? Przecież cały film opiera się, przynajmniej gdyby przeczytać opis i ogarnąć zajawki, jako ukazanie roli, jaką w naszym świecie pełni rzeczywistość wirtualna. Jakieś, nie wiem, moralizatorstwo w stylu „drodzy rodzice, uważajcie, w internecie nie tylko pedofilów trzeba się bać”. Tymczasem ja odniosłem wrażenie, że rzeczywistość wirtualna jest tutaj tylko jednym z wątków, myślę zresztą, że niezbyt istotnym, sztampowym i rozdmuchanym. Mam wrażenie, że reżyser chciał się rozprawić ze wszystkim, z czym tylko się dało: brak akceptacji dla homoseksualizmu syna, brak uwagi ze strony rodziców, zagrożenia ze strony internetu, społeczna stygmatyzacja i nietolerancja, braki w systemie etycznym, i co by tam jeszcze kto znalazł. Efekt jest, jaki jest.
Film zawodzi na całej linii, od początku, do końca. No dobra, prawie do końca. Jest trochę tak, jak Katyń Wajdy. Tam też cały film jest do bani, do tak wielkiej bani, że nawet Ruscy takiej nie mają. Ale jednak ostatnia scena, masowego strzelania w potylicę i wpadania do zbiorowej mogiły robi wielkie wrażenie i zaciera cały, nieciekawy, obraz. Podobnie ostatnia scena Sali samobójców, choć sztampowa i mająca ujednolicić nam obraz, trochę przysłania, że film jest po prostu żałosny. 
I teraz tak. Skoro ten film jest ponoć tak genialny, tak wspaniały, tak ambitny i tak wielki, to znaczy, że… Albo ja jestem po prostu za głupi na ten film, albo polska kinematografia to żenada. I niestety obawiam się, że raczej to drugie.
Opublikowano w: kultura.
Komentarze są wyłączone

Jak pocałowałem klamkę w KPRM

Jako przedstawiciel Stowarzyszenia Blogmedia24.pl zostałem wydelegowany do udziału w spotkaniu z ministrem Bonim, w ramach konsultacji społecznych dotyczących planowanych zmian w ustawie o radiofonii i telewizji (chodzi o objęcie nią audiowizualnych usług medialnych na żądanie, czyli mówiąc po ludzku filmów i innych treści wideo udostępnianych na życzenie odbiorcy, np. przez Internet). Spotkanie miało odbyć się [...]

Opublikowano w: Polityka.
Komentarze są wyłączone

Godzina policyjna zamiast firewalla

Połączone sejmowe komisje obrony, spraw zagranicznych oraz administracji i spraw wewnętrznych opowiedziały się za zarekomendowaniem Sejmowi projektu ustawy wprowadzającej poprawki do ustaw o stanie wojennym, stanie wyjątkowym oraz stanie klęski żywiołowej, przewidujący możliwość wprowadzenia tych stanów w następstwie działań w „cyberprzestrzeni”. Do przyjęcia projektu namawiał posłów szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Stanisław Koziej, argumentując, że „zagrożenia [...]

Opublikowano w: Polityka.
Komentarze są wyłączone

Kowal zawinił, Cygana powiesili

A ściśle rzecz biorąc – chuligani zawinili, użytkowników Facebooka zamkną do więzienia. Na cztery lata. Za „podżeganie do zamieszek” – do których w tym przypadku w ogóle nie doszło. Paru tych, którzy faktycznie rabowali sklepy, otrzymało kary od 10 miesięcy do dwóch lat pozbawienia wolności. Zamiast skutecznej ochrony ludzi przed chuliganami i rabusiami – najpierw [...]

Opublikowano w: libertarianizm, Polityka.
Komentarze są wyłączone

Oscar Lewis, "Dzieci Sancheza" – fragment

Wydawnictwo Bona, za pośrednictwem Pani Kasi Myśliwiec, wyraziło zgodę, bym opublikował fragment książki Oscara Lewisa Dzieci Sancheza. Tytułem wstępu chciałbym powiedzieć, że cytowany fragment będzie dotyczył historii więziennej jednego z synów Sancheza – Roberto. Dodam też, chyba tylko gwoli formalności, że nie jest to fragment mojego autorstwa, a więc nie stosuje się do niego ogólna otwarta licencja CC, jak do reszty bloga i wszelkie prawa autorskie do tego utworu należą do polskiego wydawcy i tłumacza. Co do noty bibliograficznej, to oto ona:
Oscar Lewis, Dzieci Sancheza. Autobiografia rodziny meksykańskiej, Wydawnictwo Bona, Kraków 2011, tłumaczenie: Aleksandra Olędzka-Frybesowa, fragment ze stron 314-315.
***

Mój biedny ojciec musiał zapłacić 1200 pesos, żeby mnie wydostać na wolność. To był czysty rabunek, bo sprawa była łatwa i adwokatowi nie należało się takie honorarium. Nie mieli przeciw mnie żadnych dowodów rzeczowych, a jeśli chodzi o „świadków”, to dwóch twierdziło zupełnie co innego, niż trzej pozostali. Przyznaję, że jeśli ktoś popełni przestępstwo, powinien być ukarany, ale ja zostałem fałszywie oskarżony. Przedtem, zanim doznałem na sobie tej niesprawiedliwości, wierzyłem w prawo, ale potem już nie. Jeżeli to ma być sprawiedliwość, to co będziemy nazywać niesprawiedliwością? 
Siedem miesięcy wyrwali mi z życia! Nie powiem, żebym był zgorzkniały, ale nienawidzę teraz każdego, kto jest przedstawicielem prawa. Policja i tajna policja to zwykli złodzieje, tyle że z uprawnieniami. Biją człowieka za każdy drobiazg. W każdej chwili gotowy jestem stanąć przed nimi i powiedzieć im to w oczy. I dlatego, gdzie tylko się zdarzy jakiś strajk, czy rozruchy, zawsze się w to mieszam, nie pytając nawet, o co chodzi, po prostu po to, żeby mieć okazję do bicia policji. A jak zabiją jakiegoś policjanta, to może nie jestem szczęśliwy, ale mam poczucie, że dostał, na co zasłużył.
Nie ma tu żadnego prawa; tylko pięści i pieniądze – to się najbardziej liczy. To jest prawo dżungli, prawo silniejszego. Ten, kto mocno stoi finansowo, może się śmiać ze wszystkiego. Popełni najgorsze zbrodnie, ale dla sądu i policji będzie niewinny jak baranek, bo ma pieniądze, może dawać. Za to jak biedak popełni mniejsze przestępstwo, sprawa wygląda całkiem inaczej. To, co mnie spotkało, to tylko tysiączna część tego, co spotkało i spotyka wciąż innych. Naprawdę nie wiem, co to jest sprawiedliwość, bo jej nigdy nie widziałem. 
Jeśli istnieje piekło, to jest właśnie tu, w więzieniu. Najgorszemu wrogowi nie życzę, żeby się tu znalazł. Sześciu chłopaków z Casa Grande ["dzielnicy" Mexico City, w której żyła rodzina Sanchezów - sc] siedziało w więzieniu, ale tylko jeden z nich był zbrodniarzem. Pozostali, jak ja, wplątali się w biedę przez jakąś bójkę, albo po prostu mieli pecha. Nie chcę przez to powiedzieć, że i mnie się nie należała nauczka, bo choć nie zrobiłem tego, o co mnie oskarżali, niejedno miałem na sumieniu. Byłem złym synem, złym bratem, byłem pijakiem… Mam to przeświadczenie, że zasługuję na karę, ale nigdy nie przestanę się skarżyć na to, że zamknęli mnie niesprawiedliwie.
Meksyk to moja ojczyzna, no nie? I kocha ją naprawdę głęboko, szczególnie stolicę. Mamy tu wolność słowa, a przede wszystkim taką wolność robienia, co się komu podoba, jakiej nie widziałem nigdzie indziej. Tu zawsze potrafiłem zarobić – można się utrzymać przy życiu choćby sprzedawaniem pestek z dyni. Ale jeśli chodzi o tutejszych ludzi, mieszkańców Meksyku, to nie mam o nich najlepszego wyobrażenia. Nie wiem, może dlatego, że i sam nie bardzo ładnie się zachowywałem, ale wydaje mi się, że brakuje im dobrej woli.
Działa tu prawo silniejszego. Tym, którzy upadną, nikt nie pomoże; przeciwnie, jak się da, to ich jeszcze bardziej pokrzywdzą. Jak kto się topi, to go wepchną pod wodę. A jak kto się chce stamtąd wydostać, ściągają w dół. Nie jestem wykształcony, ale w robocie zawsze się wybijałem. Zarabiałem więcej, niż moi koledzy w pracy. Jak tylko to zauważyli, zawsze potrafili mnie jakoś skłócić z szefem i pozbywali się mnie. I zawsze znajdzie się taki, co będzie opowiadał, kto kradł, kto zabijał, kto to a to powiedział, kto schodzi na złą drogę.
A może to przez brak wykształcenia? Tylu ludzi nie umie się nawet podpisać nazwiskiem! Mówi się u nas o rządach konstytucyjnych. To piękne słowo, ładnie brzmiące, ale nawet nie wiem, co ono znaczy. Według mnie, to rządzimy się tu przemocą. Nasze życie to zabójstwa, kradzieże, napady. Żyjemy w pośpiechu i stale musimy się pilnować.
Opublikowano w: książki.
Komentarze są wyłączone

Normalni chuligani i nieudolne państwo

Już wiadomo, dlaczego chuligani w Wielkiej Brytanii niszczą i rabują sklepy. Publicysta „Rzeczpospolitej”, Marek Magierowski, objaśnił wszystkim, że jest tak dlatego, że „można zajarać skręta na przerwie między lekcjami, bo i tak nikogo to nie obchodzi”. I dlatego, że „można sobie pograć w fajną gierkę na PlayStation i zarzynać seryjnie przeciwników za pomocą piły mechanicznej, [...]

Opublikowano w: libertarianizm, Polityka.
Komentarze są wyłączone

Jaka piękna katastrofa

 hmmm… Czyżby sie jednak okazało, że nieliczne zastępy oszołomów gdaczących o socjalizmie prowadzącym do katastrofy miały cokolwiek racji?

W sumie fajnie żyć w ciekawych czasach – szczególnie jak można pozwolić sobie na dystans do tych czasów i być jedynie ich obserwatorem.

Grecja, kryzys finansowy, zamieszki w Londynie, pikowanie giełd itd. Nawet nie chce mi się wnikać. Świat działa według pewnych praw – jakby się nie kombinowało nie przeskoczy się ich. To tak jak z fizyką – możemy dyskutować o kwantach, relatywistyce,  kwarkach i opisywać sobie w szczególności jakieś konkretne zjawiska ale w codziennym życiu wystarczą nam newtonowskie prawa dynamiki.

I w takich chwilach jak dziś nie ma co rozważać pierdół o tym co to jest pieniądz, co to jest wolność słowa i gdzie są jej granice, czy socjał jest fajny czy niefajny, czy państwo służy rozwojowi czy też jest mrowiskiem kumoterstwa i prywaty cwaniaków. Nie ma co wnikać w to jaka polityka, jaka filozofia jest fajniejsza, bardziej cywilizowana i pozwala na lepszy i dynamiczniejszy rozwój.

Podział, który pokrótce w ogólności można nazwać lewica – prawica, w którym ta pierwsza przez ostatnie dziesięciolecia konsekwentnie realizowała swoje postulaty równości żołądków na fundamencie keynsistowskiego „w dłuższej perspektywie wszyscy będziemy martwi”, dziś jest podziałem między tych którzy racji nie mieli i tych którzy być może racje mają. Choć podział w tej swojej ogólności jest o kant pupy potłuc…

Tu nie ma wnikania w to co chciała lewica, nie ma wnikania w to co zostało przez władze wypaczone, co nie było realizowane. Tak jak prawicy przyprawiono gębę Hitlera, tak dzisiejszy świat, działający pod dyktando ruchów socjalistycznych, lewicowych ma na sumieniu tę katastrofę, która z całą swą mocą jeszcze nadejdzie, a której dzisiejsze objawy są jedynie preludium. Tak jak choćby zamieszki w UK są jedynie tyle warte co nie dla herbatki fajw oklok. Oczywiście nie miałbym naprawdę nic przeciwko gdybym się mylił. Tyle że dziś chyba nie za bardzo nawet wszyscy ci, którzy strugali najmądrzejszych mają pomysł co z tym gównem zmierzającym w wentylator zrobić.

Oczywiście naiwniakiem będzie te kto obstawi, że świat pozbędzie się wypaczonej definicji egalitaryzmu, przestanie wartość widzieć w papierze i da ludziom wolność – czyli odrzuci trzy główne przyczyny takiego a nie innego obrotu rzeczy.

Gdzieś już tam zapewne w jakiejś małej knajpce swoje mowy wygłasza przyszły Hitler czy inny Stalin. Gdzieś tam tłum ulega urokom świetlanej przyszłości. I żaden tam koniec historii a zwykłe jak to od wieków kółko zatoczymy.  Może i nie głód a ipod będzie bodźcem do walki, może nie Żyd a arab i murzyn będzie wrogiem publicznym żerującym na naszej krwawicy, może inne metody, inne cele postawi przed sobą rewolucja – w ogólności na jedno wyjdzie.

Ja tam jednak mimo wszystko naiwniakiem jeszcze chwile pobędę – może jednak  zgodnie z porzekadłem, że jak wszystko inne zawodzi to politycy zaczynają zachowywać się racjonalnie znajdzie się taki ktoś na miarę ojców założycieli.

Opublikowano w: społeczeństwo, szary.
Komentarze są wyłączone

Wałbrzych, czyli efekt cudzej kasy

W powtórzonych z powodu stwierdzonego fałszerstwa wyborach prezydenta Wałbrzycha pełniący dotąd obowiązki prezydenta Roman Szełemej, popierany przez PO, uzyskał 23812 głosów. Mirosław Lubiński, kandydat Wałbrzyskiej Wspólnoty Samorządowej poparty przez SLD uzyskał 5503 głosy. W poprzednich – tych unieważnionych z powodu fałszerstwa – wyborach w drugiej turze głosowania Piotr Kruczkowski z PO uzyskał oficjalnie 13880 głosów, a [...]

Opublikowano w: Polityka.
Komentarze są wyłączone

Głos narodu skrzynkę blokujący

Fragment debaty na posiedzeniu połączonych sejmowych komisji Obrony Narodowej, Spraw Zagranicznych oraz Administracji i Spraw Wewnętrznych, podczas pierwszego czytania przedstawionego przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej projektu ustawy o zmianie ustawy o stanie wojennym oraz o kompetencjach Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych i zasadach jego podległości konstytucyjnym organom Rzeczypospolitej Polskiej oraz niektórych innych ustaw: „Poseł Jan Rzymełka (PO): [...]

Opublikowano w: Polityka.
Komentarze są wyłączone

Minister i jego raport

Właściwie miałem nie zabierać głosu w sprawie ostatnich oficjalnych ustaleń w sprawie katastrofy smoleńskiej, ale… Minister Jerzy Miller w rozmowie z dziennikarzami „Rzeczpospolitej” stwierdził, że zasilanie w Tu-154M padło dwie sekundy przed uderzeniem w ziemię, pięć sekund po uderzeniu w drzewo: „Uderzenie w drzewo nastąpiło 7 sekund przed upadkiem. Samolot wpadł w przechył tak, że [...]

Opublikowano w: Polityka.
Komentarze są wyłączone